Anathema – Progresja Music Zone, Warszawa, 12.11.2017

Anathema to zespół, który od wielu, wielu lat jest mi bardzo bliski. Zresztą jego muzyka wplata się historię jednej znajomości, która przerodziła się w miłość. I trwa do dziś. Można powiedzieć, że patronami muzycznymi naszego związku, tzn. Magdy i mojego, był właśnie ten brytyjski sekstet. Dlatego też bardzo chcieliśmy zobaczyć go ponownie. Dla mnie był to koncert numer sześć. Po ostatnim występie podczas “Resonance Tour” w łódzkiej Wytwórni apetyty były mocno zaostrzone. Jednakże mogę uspokoić. Zespół jest w znakomitej formie choć wydaje mi się, że pierwsze około 45 minut było zagrane zachowawczo. Lecz reszta wieczoru była fenomenalna. I nie czuło się nieobecności Johna Douglasa, który zgodnie z informacją przekazaną podczas koncertu musiał zostać w domu aby opiekować się córeczką. Godnie za zestawem perkusyjnym zastąpił go Daniel Cardoso, który nie ukrywał nigdy, że perkusja jest jego ulubionym instrumentem i na klawiszach gra przy okazji. Ale gwiazdą tego wieczoru była przewspaniała Lee Douglas, bez której nie wyobrażam sobie teraz Anathemy. Dlatego też cieszy, że na najnowszym albumie tak dużo partii wokalnych znowu przygotowano właśnie z myślą o niej. Do tego wszystkiego świetnie się uzupełniali z Vincentem, który mimo chyba małych problemów głosowych (kilka razy użył spray do gardła) dał radę śpiewać przez całe ponad 2,5 godziny. Nie mogę jeszcze nie wspomnieć o brawurowym wykonaniu “Distant Satellites” na początek bisów. Symultaniczna gra na bębnach Vincenta i Daniela to był majstersztyk. Ten utwór ewidentnie ewoluował od czasu trasy z 2014 roku.

Trzeba jednak powiedzieć o tym, że zespół specjalnie nie dał szansy wykazać się fotografom podczas pierwszych utworów a i później nie było lepiej. I nie wiem dlaczego. Może chodzi tu o nadwagę Danny’ego a może o coś zupełnie innego. Zresztą Jamie sugestywnie wyganiał fotografów z fosy po Untouchable part 2 a słyszałem, że mieliśmy mieć jeszcze szansę robić zdjęcia na kolejnym utworze. A jeśli mnie pamięć nie myli na dwóch poprzednich trasach oświetlenie było takie, że można było spokojnie kilka ładnych ujęć wykonać. Cóż… dlatego moja galeria jest skromna, ale niemniej serdecznie zapraszam do zapoznania się z nią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.