Cóż to był za wieczór! Dwa dni temu warszawską Progresją zawładnęli Norwedzy z zespołu Leprous, którzy przyjechali ze swoją monumentalną (jak na ich możliwości) trasą „An Evening with”. Ponad dwie godziny muzycznej, progresywnej poezji usłyszeliśmy od pierwszego do ostatniego dźwięku. Może jedynie można było się przyczepić do dźwięku perkusji na otwierającym „Silently Walking Alone” ale później już było idealnie i co ciekawe nie za głośno. Tu wspominam poprzedni koncert w tej samej sali sprzed trzech lat, gdzie pierwszą część akustyk położył. Tym razem nic takiego nie miało miejsca. Największa produkcja w historii zespołu: pirotechnika na kilku utworach, zaproszenie dla fanów na scenę aby kilku z nich odśpiewało finałową część „Faceless”, światła z prawdziwego zdarzenia. Wszystko w tym wieczorze się zgadzało. No i najważniejsze: Einar Solberg w szczytowej formie. To jest nieprawdopodobne jak przez cały koncert on śpiewa różnymi technikami i w różnych tonacjach. Od lat nie mogę wyjść z podziwu jak jego talent wokalny się rozwija. Oczywiście wszyscy muzycy również są znakomici. Do tego jeszcze Einar rzuca żartami czy też opowieściami. Widać, że zmiany w jego życiu osobistym przyniosły pozytywny efekt. Muzycznie usłyszeliśmy kompilację przekrojową od „Passing” z debiutu (co było dla mnie zaskoczeniem bo nigdy jeszcze tego utworu na żywo nie słyszałem) przez genialne „On Hold” po rewelacyjne, najnowsze kompozycje jak wcześniej wspomniane „Faceless” czy „Atonement”. Trzeba jeszcze podkreślić, że takich koncertów na tej trasie jest tylko 7 w całej Europie i to właśnie jeden z tych wieczorów odbył się w naszym kraju. Budujące jest również to, że koncert był wyprzedany a Progresja (dosłownie) pękała w szwach. O czym również ze wzruszeniem wspomniał Einar ze sceny. A teraz już zapraszam na obszerną galerię z tego koncertu, który jest kolejnym kandydatem do występu roku. Podziękowania dla Knock Out Productions za pierwszą w tym roku akredyatcję.
Views: 82



















































