Bryan Adams, Tauron Arena Kraków, 31.07.2025

“And love is all that I need
And I found it there in your heart
It isn’t too hard to see
We’re in heaven”

Dokładnie tydzień temu zarówno ja, jak i po brzegi wypełniona Tauron Arena Kraków, zostaliśmy zabrani do kanadyjskiego nieba. Wszystko to za sprawą Bryana Adamsa i jego zespołu, którzy ponownie odwiedzili nasz kraj. Tym razem okazją do wizyty w grodzie Kraka były dwa powody. Pierwszym z nich było odsłonięcie gwiazdy dedykowanej artyście na bulwarze Czerwieńskim pod Wawelem. Drugim – rozpoczęta niedawno trasa promująca niewydany jeszcze album “Roll With The Punches”. Mieliśmy jednak przyjemność usłyszeć cztery utwory z tej płyty, które już ujrzały światło dzienne, z tytułowym kawałkiem w roli głównej.

Ale po kolei. Ponieważ był to mój czwarty koncert kanadyjskiego gwiazdora, pewne elementy były mi już znane i mogłem je porównać z poprzednimi występami. Świetnie wypadło ponownie długie intro, na którym tym razem widzimy plecami odwróconą postać w szlafroku z tytułem najnowszego albumu na plecach, a wokół niej dzieją się różne zabawne rzeczy (na wcześniejszej trasie stał na środku zdezelowany samochód).

Po około 10 minutach pojawili się muzycy, a wszystko rozpoczęło się od znakomitej kompozycji “Kick Ass”, która jest idealnym „otwieraczem” – zaczyna się od anonsowania kolejnych instrumentów i ma bardzo chwytliwy refren (co jest znakiem rozpoznawczym Bryana). Co najważniejsze, dźwięk od pierwszej do ostatniej minuty koncertu był bez zarzutu. Od samego początku było energetycznie – usłyszeliśmy kolejno „Run To You” i „Somebody”, a także rewelacyjny utwór tytułowy z najnowszej płyty z latającą nad głowami fanów wielką rękawicą o wdzięcznej nazwie Punchy (będącą logiem nadchodzącej płyty). Po tym utworze nastąpiło przywitanie, w którym Bryan z charakterystycznym urokiem powiedział do publiczności, że zna dwa słowa w naszym języku: „Dziękuję” i „Pamiętam”.

Później nastąpiła swoista parada największych przebojów Kanadyjczyka – pierwsze ciarki (i łzy w oczach) miałem przy “Please Forgive Me”. Pięknie wybrzmiało również “It’s Only Love” ze wspomnieniem Tiny Turner, która wykonywała tę kompozycję z Bryanem. Artysta poprosił, abyśmy byli dla niego wyrozumiali, bo zaśpiewa cały utwór sam – również partie Tiny. W tym miejscu muszę się zatrzymać przy osobie Keitha Scotta, który jest po prostu rewelacyjnym gitarzystą. Jego wspaniałe solówki, choćby przy wspomnianym utworze, to dla niego chleb powszedni. Słucha się ich z ogromną przyjemnością.

Wśród tych przebojów pojawiły się również, jak wcześniej wspomniałem, nowe utwory. Dla mnie najlepszy to “A Little More Understanding” ze świetnym refrenem, idealnym do tańczenia – co Bryan wykorzystał podczas kręcenia klipu.

W drugiej części koncertu (który trwał około 135 minut) usłyszeliśmy także kilka fragmentów klasyków rock and rolla – jak wplecione w “You Belong To Me” „Blue Suede Shoes”, intro z “Do Wah Diddy Diddy” przed “So Happy It Hurts” (gdzie pojawił się latający samochód z poprzedniej trasy), a także wykonane w całości “Twist and Shout” oraz na zakończenie “Can’t Take My Eyes Off You”.

Po tym energetycznym zakończeniu Bryan chwycił swoją nieśmiertelną gitarę klasyczną i – jak ma w zwyczaju – na koniec zagrał swoje największe przeboje w wersji akustycznej. Różnica polegała na tym, że przeszedł z głównej sceny na mniejszą, usytuowaną na końcu płyty. I tam, wśród rozświetlonej latarkami Tauron Areny, zagrał “Straight From The Heart” oraz ponadczasowe “All For Love”.

Był to niezapomniany wieczór – myślę, że również dla samego artysty, który wspomniał, że było to „The Biggest party in Poland” (jeśli dobrze usłyszałem, było nas około 14 tysięcy). Rzeczywiście wyglądało to pięknie z perspektywy trybun podczas bisów w szczególności. I jestem pewien, że nikt nie wyszedł z tego koncertu bez uśmiechu na twarzy. A tych, którym nie udało się być tego wieczoru w Krakowie, serdecznie zapraszam do Ergo Areny – Kanadyjczyk zagra tam ponownie już 15 grudnia. Z całego serca polecam – forma artysty wciąż jest wyborna i wierzę, że potrwa dłużej niż śpiewane przez niego “18 Till I Die”.

Serdeczne podziękowania dla DM Agency za akredytację dziennikarską na ten koncert.

Views: 62

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.