Shame + Ebbb, Niebo, Warszawa, 15.10.2025 – Relacja

Renesans klasycznego, opartego na gitarach post punku zdaje się trwać w najlepsze. Potwierdzają to kolejne albumy i docierające również do Polski trasy koncertowe. 15 października w warszawskim klubie Niebo wystąpił zespół SHAME.

Supportem był również brytyjski – EBBB. Trio uprawia elektroniczny indie pop. W składzie, poza wokalistą, znajdują się tylko perkusista i odpowiedzialny za elektronikę klawiszowiec, więc grają dynamicznie, ale brzmienie jest mocno syntetyczne. Niemniej, dobrze spisali się na otwarcie koncertu, zagrali energetycznie, ale nie męczyli, ponieważ całość łagodził dość wysoki i czysty śpiew wokalisty. Grupa pierwszy raz występowała w Polsce i myślę, że poczuli się dobrze, bo odbiór mieli jak najbardziej pozytywny.

Po dość długiej przerwie, na scenę, wśród oklasków i wiwatów, niczym królowie, weszli muzycy shame. Gwoli ścisłości, 60% zespołu zachowuje się raczej skromnie, ale nadrabiają za wszystkich basista i wokalista. Josh Finerty nie potrafi wystać w jednym miejscu, biega i skacze po całej scenie, widać, że rozpiera go energia, która na szczęście nieszczególnie przeszkadza mu w grze na basie. Z kolei, Charlie Steen to urodzony lider, sprawia wrażenie, jakby niczym innym nie zajmował się w życiu, niż występowaniem i tak też pewnie jest. Typowy młody Anglik, bezczelny, arogancki, pewny siebie, klnie jak szewc. Wspaniały frontman, charyzmatyczny, mający znakomity kontakt z publicznością, wiedzący, jak go skutecznie wykorzystać. Co chwilę zwracał się do fanów per „motherfuckers”, ale rozkręcał naprawdę solidne circle pity (teraz już chyba nie mówi się „pogo”), w których szczególnie młodsza część publiczności szalała radośnie. I bardzo dobrze, bo tak powinien wyglądać koncert punkowy. Co ciekawe, mimo całego koncertowego szału, shame gra całkiem technicznie, gitarzyści naprawdę mocno skupiają się na dokładnym wykonywaniu swoich partii. Grupa wypadła dzięki temu bardzo profesjonalnie, także poprzez dobre, odpowiednio selektywne nagłośnienie. Zespół promuje obecnie wydaną w tym roku, bardzo udaną płytę „Cutthroat”, którą zagrał niemal w całości (bez trzech kawałków). Jednak, nie zabrakło też takich przebojów z poprzednich albumów jak „Tasteless”, „Alphabet”, „Born in Luton”, „Adderall” czy obowiązkowego „One Rizla”. Jak na punkowy zespół przystało, nie obyło się bez polityki, choć zostało to zainicjowane przez fanów, którzy wręczyli Charliemu flagę Palestyny. Wokalista przyjął ją, skomentował krótko, okazując wsparcie Palestynie, po czym oddał, stwierdzając, że „ma ich już wiele”. Pod koniec występu, w ferworze szaleństwa, na scenie wylądowała młoda dziewczyna, której pozwolono zostać (i słusznie, bo sytuacja była bezpieczna, nie wymagała interwencji), a sam lider shame też potem wskoczył w tłum i został poniesiony na fali rąk.

Zespół grał godzinę i dziesięć minut, z zegarkiem w ręku, pożegnał się krótko, zszedł ze sceny i bez bisów zakończył koncert. Chyba jednak nikt nie miał niedosytu, po tak intensywnym występie, bo publiczność nawet nie domagała się więcej, a to już dużo świadczy.

Views: 18

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.