Thesis + Orbita Wiru, Animate, VooDoo Club, Warszawa, 18.10.2025 – Relacja

Czy już kiedyś wspominałem, jak bardzo lubię małe koncerty? Pewnie wiele razy, więc nie będę się powtarzał, ale w sobotę 18 października miałem kolejną okazję wziąć udział właśnie w tego rodzaju wydarzeniu, tym razem w warszawskim Voo Doo Clubie.

Wieczór rozpoczął się od występu ANIMATE. Pochodzący z Zagłębia (chyba bardziej niż ze Śląska, co lider, Przemek Skrzypiec, miał problem, żeby jednoznacznie określić) zespół zaprezentował się potężnie, a zabrzmiał selektywnie (ten chrupiący bas!). Obecnie, grupa funkcjonuje jako instrumentalne trio i ta formuła zdecydowanie się sprawdza. Brzmienie wydaje się być jeszcze bardziej skondensowane i oryginalne, bo grających taki prog metal kapel w Polsce nie jest szczególnie dużo. Koncert uzupełniały wizualizacje wyświetlane na ekranie z boku, niekiedy bardzo sugestywne (jak ujęcia ze Strefy Gazy, choć nie z najnowszego konfliktu).

Następnie, na scenie zainstalowała się ORBITA WIRU. Podobnie jak Thesis, zespół powraca po przerwie (choć chyba nieco krótszej), jako power trio. Tego rodzaju, standardowy, ciężki rock nie przemawia do mnie szczególnie, ale obiektywnie zespół zabrzmiał bardzo dobrze, mocno i energetycznie (podobał mi się zwłaszcza ruch sceniczny basisty!). Widać doświadczenie, w końcu, niegdyś ta kapela była całkiem popularna, z singlami regularnie prezentowanymi na antenie, choćby Antyradia. Orbita Wiru szykuje nową płytę „Homoalfa”, z której zaprezentowała kilka utworów, w tym tytułowy. Nie zabrakło też dwóch największych przebojów grupy – „My Maszyny” i „Moja Mała Furia” oraz coverów – „Nim Stanie Się Tak” Voo Voo, „Noc Komety” Budki Suflera i „Smells Like Teen Spirit” Nirvany.

Gwiazdą wieczoru byli gospodarze i organizatorzy całego wydarzenia. THESIS powrócił z nowym materiałem, bardzo udaną zresztą, EP-ką „Balansując” oraz koncertem, pierwszym od pięciu lat. Teraz, jako kwartet, ale wciąż z dwiema gitarami – jak się okazało, drugą przejął wokalista, Kacper Gugała! Dzięki temu, brzmienie zespołu w ogóle nie ucierpiało, jest równie dojrzałe i ciężkie, jak dawniej. W Voo Doo Clubie Thesis zaprezentował zupełnie nową oprawę sceniczną, przede wszystkim tworzące niepowtarzalny klimat światła słupkowe, które rozbłyskały różnymi barwami, a gdy gasły, muzycy pozostawali w mroku, co dało naprawdę wyjątkowy efekt. W koncertowej setliście oczywiście pojawiły się oba premierowe utwory z „Balansując”, które znakomicie wybrzmiały oraz kilka kawałków z dotychczasowej twórczości zespołu – „Jedno Słowo”” z „Z Dnia Na Dzień Na Gorsze”, „23:59” ze składanki „UnTitled” (ale przypomnieli! Nawet recenzowałem tę płytę), tytułowe „Płoń” z trzeciej EP-ki oraz „Wstyd” i tytułowy z „Kresu”, a na bis „Kochana” (zdaje się, że nowa wersja czegoś z przeszłości). Bardzo dobry powrót sceniczny, liczę na więcej w przyszłości!

Views: 72

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.