All Them Witches + Elder, Progresja, Warszawa, 20.10.2025 – Relacja

Październik to dla mnie miesiąc fenomenów. Po ostatnim występie Conan w Hydrozagadce, który też miałem przyjemność opisywać niedawno (link tutaj), kolejny tego rodzaju miał miejsce, tym razem w Progresji. Kolejka do wejścia do klubu była długa, bo koncert był wyprzedany, ale zdecydowanie było warto.

Równo z wieczorynką, rozpoczął się występ niemieckiego ELDER. Grupa jest w naszym kraju popularna, w końcu występowała u nas nie raz, tym większy wstyd, że nie udało mi się ich zobaczyć wcześniej. W Progresji zespół zabrzmiał mocno i selektywnie, świetnie było słychać grane czysto i precyzyjnie melodie i solówki. Muzycy od początku postawili na dynamikę, którą udało im się utrzymać do końca występu. Niemcy wydali niedawno bardzo udaną EP-kę, „Liminality / Dream State Return”, niestety nie zaprezentowali z niej żadnego z dwóch utworów. Zamiast tego, grupa postawiła na sprawdzone kawałki z wcześniejszych albumów – „In Procession” z „Omens”, „Thousand Hands” z „Reflections of a Floating World”, „Catastasis” z „Innate Passage” i „Gemini” z „Dead Roots Stirring”. 45 minut ich występu zleciało bardzo szybko i pozostawiło spory niedosyt. Szkoda, że Elder grał tak krótko. Wśród publiczności dało się słyszeć lekki zawód z tego powodu.

Równie punktualnie, przy dźwiękach „War Pigs” Black Sabbath, na scenie pojawili się Amerykanie z ALL THEM WITCHES. Otrzymali burzliwe oklaski i gorące reakcje, ale nie trudno o to, gdy wita Cię około 2000 ludzi. Fenomen All Them Witches nie jest prosty do zdiagnozowania. To kapela, która nie gra oczywistych przebojów, a jednak ich największe hity mają miliony wyświetleń w streamingach. Ostatnią studyjną płytę wydali pięć lat temu, nie mają więc typowego wabika, a i tak ich koncert w Polsce wyprzedał się. Sukces formacji leży chyba w jej brzmieniu – gęstym, korzennym, zaczerpniętym silnie z bluesa i psychodelii, ale podanym na swój oryginalny sposób, który robi wrażenie i przyciąga fanów. To też chyba jedna z bardziej szczerych i wiarygodnych grup, wydaje się, że kariera muzykom wyszła przypadkiem, jakby nieszczególnie o nią zabiegali. Być może to tak zjednało im publiczność. W Progresji zespół zagrał dość przekrojowo, z naciskiem na „Lightning at the Door”, „Nothing as the Ideal” i „ATW”. Co ciekawe, pojawiły się też dwie nowości – „Culling Line”” i „Angel on the Wayside” oraz przerobiony standard – „Red Rocking Chair”. Czego by nie zagrali, najważniejsze było jednak wykonanie. Amerykanie dali z siebie wszystko i zostawili serca na scenie, ich występ był bardzo emocjonalny i wybuchowy, ale przy zachowaniu dbałości o odpowiedni warsztat techniczny – liczne solówki na gitarze, klawiszach (co za brzmienie!) oraz skrzypcach (!) były wykonywane nienagannie. Znakomity jest również głos i ekspresja wokalisty. Gdybym umiał śpiewać tak jak Charles Michael Parks Jr., chyba od razu rzuciłbym pracę i zaczął występować. A tak, pozostaje mi tylko zachwyt i bardzo przyjemne wrażenia z koncertu.

Views: 37

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.