Amarok + Quidam, Terminal Kultury Gocław, Warszawa, 02.11.2025 – Relacja

Chyba mogę sobie pozwolić na stwierdzenie, że w świecie polskiego rocka progresywnego jest to najbardziej wyczekiwana trasa koncertowa w tym roku. Wyjątkowo, nie chodzi o Riverside, lecz o AMAROK i QUIDAM. Miałem przyjemność uczestniczyć w koncercie, który odbył się w Terminalu Kultury na warszawskim Gocławiu.

Zgodnie z obecną modą, jest to tzw. „double headliner tour”, czyli zespoły występują na równych prawach. Akurat w Warszawie pierwszy był Quidam. Dopiero teraz widać, że grupa już całkowicie rozkręciła się i dotarła po dłuższej przerwie. Obecnie, zespół jest w szczytowej formie, ze znakomitą energią i wspaniałymi wykonaniami poszczególnych utworów. O ile do techniki nigdy nie można było się przyczepić, to jednak widać dużo większą swobodę sceniczną. Największą furorę, co raczej zrozumiałe, robił maksymalnie już przebojowy Bartosz Kossowicz, którego rozpierała energia. W Warszawie wokalista bardzo dużo ruszał się po scenie i poza nią, zachęcał publiczność do wspólnego śpiewania i zabawy, a nawet do powstania z miejsc siedzących, co w przypadku publiczności progresywnej nie jest takie proste. Miłym akcentem była lekka zmiana setlisty względem tegorocznych występów festiwalowych, co dla ich uczestników było na pewno miłym urozmaiceniem. Zatem, poza repertuarem z „Alone Together”, usłyszeliśmy pięknie wykonane „Walec” i „Spotykanie” z „Saiko”, ale nie zabrakło też prezentowanych już latem coverów, wplecionego w „They Are There to Remind Us”„Riders On The Storm” i „Hush”, które wmontowano w „Not So Close” z „SurREvival”.

Amarok nie miał łatwego zadania i wcale muzykom nie zazdrościłem. Okazało się, że grupa Państwa Wojtasów jest obecnie na takim poziomie, że sama dyktuje warunki i nie boi się niczego. Widziałem Amarok dobrych kilka razy, ale fakt, że ostatnio dość dawno temu, a od tego czasu sporo się zmieniło, nie tylko skład. Największym zaskoczeniem tego wieczoru była dla mnie zdecydowanie Marta Wojtas, którą zapamiętałem jako aż zbyt skromną postać, schowaną za swoimi „przeszkadzajkami”. Obecnie, Marta chodzi po sali, melodeklamuje, śpiewa, tańczy i skacze. I oczywiście, dalej gra na tych wszystkich instrumentach. Generalnie, obecny skład zespołu jest bardzo dobry, widać, że muzycy znakomicie się dogadują, żartują, trochę sobie dogryzają, muszą się lubić. Wszyscy też śpiewają. Amarok domknął w zeszłym roku obiecywaną trylogię „Hunt”„Hero”„Hope” i pod takim też szyldem obecnie występuje. Setlista była zatem przekrojowa, artyści wykonali między innymi „Hope Is”, „Anonymous”, „Insomnia”, „Welcome”, „Queen”, „Surreal” i „Hero”, a na bis „It’s Not The End” (wreszcie theremin doszedł do głosu!) i bodajże „The Dark Parade”, z udziałem córek Wojtasów, grających na dodatkowych instrumentach perkusyjnych. Dodam jeszcze na koniec, że występowi towarzyszyła piękna oprawa świetlna, ale było trochę za głośno. Niemniej, jeśli ktoś dopiero wybiera się na jeden z koncertów na tej trasie, to bardzo mu tego zazdroszczę!

Views: 47

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.