(17.10.2025, PIAS Records)
- Road 65
- Life Is A Game
- On Your Side
- Phantom Sound feat. NOEP
- Nobody
- White Room
- Eyes On Me
- Smile
- Personal Satellite
- Freeway
- Block The Rearview Mirror
Nie wiem, co obiektywnego mogę napisać o płycie, która jest zdecydowanie jedną z moich ulubionych w tym roku, a w alternatywie spokojnie będzie na pierwszym miejscu w podsumowaniu. Jednak, muszę, nie tylko z poczucia obowiązku, ale przede wszystkim z powodu chęci podzielenia się, jak wspaniały jest to album. Mowa oczywiście o „White Room”, nowym studyjnym dziele BOKKI.
„Road 65” to początek podróży. Chłodnej, koniecznej, podejmowanej z własnej woli, bez kompromisów. Rytm, który wchodzi w pewnym momencie, przypomina szybkie bicie serca, które wreszcie wie czego chce i za chwilę wyrwie się z piersi, by to wreszcie osiągnąć. A, że wciąż boli, no cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. „Life is a Game” brzmi niemal jak deklaracja obecnego stylu zespołu – otwartego, przestrzennego, z nośną melodią, w niemal tanecznym rytmie. Synth-wave’owe tło w ogóle nie kłoci się z gitarą akustyczną, tylko znakomicie z nią dopełnia. „On Your Side” to pierwszy z kilku wyciskaczy łez na płycie, mimo że zagrany w niemal zagrzewającej do walki rytmice. Tekst o wytrwałości i niepoddawaniu się jest niezwykle wzruszający, wręcz bolesny, zwłaszcza w interpretacji wokalistki. A muzycznie, to doskonały przebój, który powinien hulać na popularnych listach, choć raczej tak się nie stanie. O przemyślanym ułożeniu poszczególnych utworów na krążku świadczy następny „Phantom Sound” (z gościnnym udziałem NOËP) – oszczędny, intymny, wyciszony, ale nieascetyczny. W „Nobody” wokalistka początkowo śpiewa nieco beznamiętnie, ale tak naprawdę skrywa w sobie wiele emocji, które kipią i wybuchają w miarę postępu zwrotek. Słowa o bezsilności i potrzebie wolności doskonale tu pasują, a całość aranżacji dopełnia brzmienie przetworzonej gitary, wyjątkowo mocno wyeksponowanej. Po takiej intensywności, instrumentalny, tytułowy „White Room” jest jak powiew świeżego, chłodnego powietrza, ale przywodzi na myśl też podążanie przez oświetlone na biało korytarze, które prowadzą nie wiadomo dokąd. Aż szkoda, że ten motyw nie został trochę bardziej rozwinięty, jak w „Altitude”” z „Blood Moon”. „Eyes on Me” to kolejny strzał w twarz i to otwartą dłonią, z cudownie bezczelnym tekstem („Maybe it comes with age / that you just start to care / care less what others think”) i intensywną rytmiką (ach, ten bas!). Dalej mamy kolejne wyciszenie i duże wzruszenie. „Smile” to swego rodzaju recepta na nieco lepsze i spokojniejsze życie, ale bez moralizatorstwa, za to z perspektywy osoby, która już trochę w życiu widziała i cały czas pracuje nad sobą. Bliżej skóry już się nie dało. Muzycznie, zespół postawił na minimalizm, pozbawiony zbędnych ozdobników. Czasem mniej znaczy więcej. Emocje sięgają zenitu w wyrazistym, ale i przestrzennym „Personal Satellite”, który jest chyba ostatnim aż tak uczuciowym utworem na albumie. Łapcie za chusteczki i szukajcie swoich satelit, bo jedne i drugie przydadzą się w tej podróży. Dwa ostatnie utwory przynoszą większe ukojenie, pozwalają się już nieco wyciszyć. „Freeway” opowiada o potrzebnym niekiedy egoizmie, który w odpowiednich dawkach może być jedyną metodą zachowania zdrowych zmysłów, a „Block the Rearview Mirror” to dosłowna wskazówka, by nie oglądać się za siebie. Pierwszy urzeka nienachalną melodią i chwytliwym refrenem, a drugi zmysłową surowością i marszowym rytmem, z tekstem opartym jedynie na dwóch zdaniach.
Nie czuję potrzeby dodawania niczego więcej na koniec. Polecam White Room” wszystkim, bo wiem, że BOKKĘ kochają nawet ludzie, którzy nie siedzą na co dzień w elektronice. Nie muszą. Królowa jest tylko jedna i już wiecie, jak ma na imię.
Views: 73

