(09.12.2025, własnym sumptem)
- .fear. 01:08
- Vile ft. Saltwound 03:07
- STFU 03:17
- Make a Move ft. Grobel 02:02
- Die For Me 04:19
- Don’t Bring Roses To My Grave 01:47
W dobie ukazywania się małych wydawnictw niemal wyłącznie cyfrowo, trwająca jedynie kwadrans EP-ka w wersji fizycznej cieszy ogromnie, tym bardziej, że naprawdę ładnie wydana! Dobrze, że są takie gatunki, w których mental się zatrzymał, a obowiązujące trendy to jedynie sugestia. Dotyczy to zdecydowanie sceny hardcore’owej, której warszawski DeadDue jest dumnym przedstawicielem. Nie jestem jakoś bardzo na bieżąco, ale mam wrażenie, że polska scena HC trochę odradza się, bo ostatnimi czasy przybywa zarówno nowych zespołów, jak i koncertów. A w moje ręce wpadło „Cycle of Violence”.
Stołeczny sekstet ma intensywne tempo, bo raptem w kwietniu ubiegłego roku opublikował debiutancki album, a tuż przed końcem roku recenzowany przeze mnie, krótkometrażowy materiał. „Cycle of Violence” to 6 kawałków trwających niecałe 16 minut, czyli jest szybko, krótko i na temat, jak to w hardcorze. „.fear.” to jedynie początek wstępu do zarysu podstaw, ale już serwuje przyjemnie miażdżące riffy. W „Vile” muzycy jakby nie chcą się zdecydować, czy bardziej woleliby grać klasyczny HC czy może jednak jego nowocześniejszą, naznaczoną deathcore’owym szaleństwem odmianę, dlatego na wszelki wypadek wplatają wszystko po kolei. Wychodzi zaskakująco spójnie, choć pod sceną mosherzy dostaną zadyszki. W „STFU” mamy już totalną nowoczesność, ze skandowanymi niby rapowankami, nu-metalowymi riffami i „mastodonowym” refrenem. Kontynuuje ten styl następny w kolejności „Make a Move”, gdzie słychać nawet didżejskie scratche! Ale całość jedzie mocno, panowie chyba słuchali Korna za młodu. „Die For Me” ciągnie mocno w dół nie tylko strojeniem gitar, ale i klimatem, bo robi się wyjątkowo mrocznie, choć utwór nieco rozjaśniają czyste wokale. Duży plus za solówkę gitarową! Fajnym pomysłem jest też częściowo polski tekst. Może warto pójść bardziej w tę stronę w przyszłości, bo nasz język doskonale pasuje do takiej muzyki! EP-kę wieńczy walcowaty „Don’t Bring Roses To My Grave” z potężnym, smolistym break downem i elektroniczną końcówką opartą na hip-hopowym bicie.
Jeśli tak ma wyglądać przyszłość polskiego hard-core’u, to nie mam nic przeciwko. W twórczości DeadDue słychać szacunek do klasyki, ale muzycy mocno patrzą do przodu i śledzą to, co obecnie dzieje się na tej scenie. Nie jest to też typowe granie stylizowane na lata 80-te czy 90-te, bo jednak całość została solidnie dociążona. W tym miejscu muszę też pochwalić wspaniałe, potężne brzmienie, które wgniata w ziemię, a do tego jest odpowiednio przybrudzone, nie ma mowy o sterylności. Szczerze polecam „Cycle of Violence” wszystkim zwolennikom tego typu łojenia i już czekam na nowe dźwięki!
Views: 9

