Optical Sun – „Diabeł” – Recenzja

Optical Sun„Diabeł”

(07.09.2025, własnym sumptem)

  1. Strach 04:07
  2. X 05:52
  3. Mój Bóg Nie Umarł 04:17
  4. Z Głębi Ran 04:20
  5. Morte 06:22
  6. Do Krwi 04:17
  7. Spowiedź Oszukanego 08:31
  8. Diabeł 04:14
  9. Gasnące Kolory 03:45

Jak ja lubię taki metal. Nieoczywisty, wielowymiarowy, zagrany inteligentnie, ale i z duszą. A nie jakieś tępe łojenie, bo jeden z drugim trochę potrafi grać. Aż dziw, że muzycy poszli w sludge, a nie post metal lub bardziej progresywne zakręty. Niedawno ukazała się druga pełnowymiarowa, a trzecia studyjna, płyta lubelskiego zespołu Optical Sun, zatytułowana „Diabeł”.

Mówi się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Tu nie do końca jest to prawdą, bo klimat jest ciężki, podobnie jak brzmienie, ale nikt nie będzie was gonił z pentagramem lub odwróconym krzyżem. Zamiast jasełkowego satanizmu, zespół stawia na prawdziwy mrok i przytłaczającą duszność, które są znacznie bardziej sugestywne niż jakiekolwiek oklepane symbole.

Intrygująca jest już sama okładka – skąpana w czerwieniach, skrywa w sobie jakąś ponurą tajemnicę opętanego ekspresjonizmu. Generalnie, „Diabeł” to dzieło na styku różnych elementów kultury, które łączy w sobie trzy gatunki: muzykę, kino oraz poezję. Na albumie wykorzystano sample dialogów z filmów „Diabeł” Andrzeja Żuławskiego oraz serialu „Przyłbice i kaptury” Marka Piestraka (jest to ekranizacja powieści Kazimierza Korkozowicza). Dodatkowo, w tekstach użyto fragmentów wierszy m.in. poety wyklętego Kazimierza Ratonia czy Zbigniewa Jerzyny. Nie jest to pierwszy taki zabieg w historii zespołu, gdyż już wcześniej sięgali po sample i wizualizacje pochodzące ze starych polskich produkcji – m.in. „Przyjaciela Wesołego Diabła” w reżyserii Jerzego Łukaszewicza czy „Pan Twardowski” z 1936 roku. Wszystko to decyduje o niewymuszonej oryginalności i autentyczności Optical Sun.

Muzycznie, grupa siedzi w mieszance szeroko pojętego stoner, sludge i doom metalu. Riffy są monolityczne i niejednokrotnie gniotą okrutnie (w składzie są dwa basy!), a wokal jest w większości szorstki i krzyczący, ale nie ma wrażenia nieznośnej homogeniczności, poszczególne kompozycje łatwo odróżnić od siebie (dużo dzieje się w warstwie rytmicznej). Większość kawałków jest też odpowiednio chwytliwa i wciągająca, a sample z filmów wnoszą ciekawe urozmaicenie. Mimo to, nie jest to propozycja dla wszystkich, a i na pewno nie na każdy dzień. Jednak, wierzę, że album może trafić do szerszego grona, aniżeli tylko fanów Eyehategod czy Neurosis. W Strachu” czy Do krwi” śmiało odnajdziemy klimat wczesnego Mastodon, którzy przecież zaczynali od podobnych brzmień. Z kolei, gdy usłyszałem początek Mój Bóg nie umarł”, pomyślałem o Armii, nie tylko ze względu na pozornie pokrzepiający tytuł. Pozornie, bo na krążku dominuje jednak ponura atmosfera, która wciąga jak czarna dziura, ale umówmy się, że takiej stylistyce inaczej nie przystoi (znakomity dramatyzm w zamykających całość „Gasnących Kolorach” !).

„Diabeł” to pozycja niezwykła i frapująca, choć trudna w odbiorze, zwłaszcza początkowo. Trzeba lubić naprawdę ciężką i nieszablonową muzykę, żeby zostać fanem Optical Sun. Jednak, jeśli nie boicie się wyzwań i chcielibyście spróbować czegoś innego, to jest to bardzo dobra propozycja. Polecam zwolennikom naprawdę mocnych wrażeń!

Views: 36

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.