(12.09.2025, własnym sumptem)
- Spark 03:38
- Silence of the Rocks 02:35
- Escape 03:33
- Red Lion 03:45
- Angels 03:33
- Lullaby for the Dark Ghosts 05:11
- Daimonion 03:20
- Zeitgeist 03:54
- Dziewczyna i Kamień 06:39
Teraz modne jest określenie, że czasem warto opuszczać swoją strefę komfortu. Można powiedzieć, że czynię to niniejszą recenzją, bo otrzymałem płytę z muzyką, z którą rzadko mam do czynienia i nie jestem jej wielkim znawcą. Mimo to, oczywiście podjąłem rękawicę, bo nie mam w zwyczaju unikać wyzwań.
Janek Pentz to młody gitarzysta, na co dzień występujący z Edytą Geppert i Martyną Jakubowicz. Poza profesjonalnymi zobowiązaniami wobec innych muzyków, prowadzi również karierę solową. Ma na koncie cztery albumy studyjne, z których najnowszy ukazał się 12 września, a jest zatytułowany „Ashes”.
Uwagę zwraca już płomienna okładka płyty. To zdjęcie Andrzeja Ziółkowskiego z albumu „The Inward Moment. The Human Being And The Sacred”. Dobrze oddaje dynamiczny charakter muzyki Janka. Gitarzysta stosuje technikę fingerstyle, polegającą na „jednoczesnym prowadzeniu melodii, linii basu, perkusji i podkładu akordowego. Takie podejście pozwala na solową grę, stwarzającą wrażenie obecności większej liczby muzyków czy wręcz całego zespołu.” Tyle w kwestii wiedzy encyklopedycznej, ale w sumie jest to doskonały opis muzyki, którą artysta zaproponował na swoim najnowszym albumie. To dość niesamowite, że wszystkie te dźwięki pochodzą od jednej osoby, która wykonuje je na jednym instrumencie. Powiedziałbym, że większość utworów ma z początku raczej refleksyjną aurę, lecz potem zostaje ona przełamana mocnymi uderzeniami i gwałtownymi zmianami nastroju. Taka kontrastowość nadaje muzyce niemal progresywny charakter (wybaczcie, ale nie ucieknę od tego określenia). Zdarzają się oczywiście kompozycje wychodzące poza ten schemat poprzez paradoksalne utkwienie w lirycznej („Angels”, „Zeitgeist”) lub przeciwnie, minorowej atmosferze („Daimonion”). Gdybym miał wymienić ulubione utwory, to byłaby to zdecydowanie pierwsza połowa płyty, z reprezentatywnym dla całości, dynamicznym „Spark”, nerwowo rozedrganym „Escape” i optymistycznym „Red Lion”. Nie sposób nie zwrócić uwagi również na bardzo wyróżniający się na tle pozostałych, jedyny kawałek, który nie jest instrumentalny. W „Dziewczyna i Kamień” słychać głos Anny Pentz (zakładam, że zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa), która pięknie deklamuje frapujący wiersz Janka, co tym bardziej świadczy o ogromnej wrażliwości i talencie artysty.
Wybaczcie, że pisząc tę recenzję nie użyłem wielu trudnych zwrotów prosto z podręcznika do muzykologii. Nie jest to mój styl ani ambicja. Od zawsze starałem się pisać o skomplikowanej muzyce w prosty sposób, by bardziej przybliżać ją słuchaczom. Myślę, że podobny zamysł mógł towarzyszyć Jankowi Pentzowi podczas pracy nad „Ashes”. Nie jest to łatwa muzyka, ale jest podana na tyle lekko, że może trafić nawet do osób, które nie mają pojęcia o fingerstyle i nigdy nie słuchały takich gitarzystów jak Tommy Emmanuel czy Andy McKee. Jednak, jeśli te nazwiska coś wam mówią, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po twórczość Janka Pentza.
Views: 31

