Asteriæ – „Miejsce, Które Nazywam Sobą” – Recenzja

Asteriæ„Miejsce, Które Nazywam Sobą”
(22.10.2025, D.I.Y. Koło Records)

 

  1. 1 – 4 – 8 (6:45)
  2. Ruiny (4:41)
  3. Tchnienie (5:05)
  4. Uwolniłem się (5:15)
  5. Toń (8:02)

 

Nie wiem jak Wam, ale mi Poznań muzycznie najbardziej kojarzy się ze sceną z pogranicza punku i hardcore’a, bo zawsze w tych kręgach pojawiały się tam fajne kapele, by wymienić chociażby Apatię, Cymeon X czy Fate. Bohaterowie niniejszej recenzji nie są typowymi punkowcami, ale myślę, że etos ten jest im dość bliski. Niedawno ukazała się druga płyta zespołu Asteriæ, zatytułowana „Miejsce, Które Nazywam Sobą”.

Grupa określa swoją muzykę jako blackened post-hardcore / post-metal i szczerze mówiąc, chyba lepiej bym jej nie określił. Debiut Poznaniaków był bardziej jednoznacznie post-metalowy. Tu mamy zdecydowanie więcej black metalu, nowoczesnego, choć zimnego jak listopadowa noc. A reszta właściwie tak jak w opisie.

Otwierający album „1 – 4 – 8” to black metalowa nawałnica przeplatana post-hardcore’owymi zwolnieniami i post-rockowymi melodiami. Kluczowe są tu jednak emocje, przejawiające się zwłaszcza w opętańczych wrzaskach wokalisty. Wolniejsze, ale wciąż oparte na nerwowo rozedrganej rytmice „Ruiny” mają w sobie coś z klimatu Cult Of Luna, gdyby wyobrazić sobie, że Szwedzi zaczynają grać bardziej „na czarno”. Jest tu mniej melodii, a więcej ciężaru, co przekształca kawałek w niemal sludge’owe granie. Gęsty bas wspaniale miażdży na początku „Tchnienia”, ale szybko łagodzą go post-rockowe melodie gitar, które za chwilę rozbija wybuch perkusji i wokalu. A to tylko pierwsze dwie minuty. Później dochodzą też blackowe przyspieszenia, bardziej przestrzenne zwolnienia i riffowe masywy, które unoszą głęboki growl wokalisty. Bardzo gęsto i intensywnie jest w strasznie połamanym rytmicznie „Uwolniłem się”, który urozmaica niemal skandowanie na post-hardcore’ową modłę. Tak mogliby brzmieć La Dispute, gdyby ich dociążyć o jakieś 300%. Całość zamyka pierwotnie wściekła „Toń”, którą rozpoczyna niemiłosierna chłosta, ale później łagodzi ją zwolnienie, w którym post-rock zostaje potraktowany w ambientowy sposób. Oczywiście, zespół nie byłby sobą, gdyby za chwilę do tej sielanki nie dodał krzyków, które zwiastują rychłe wzmocnienie atmosfery, co zresztą wkrótce następuje. Jednak, nie zmiata nas burza, lecz przetacza się po nas walec. Miło, zawsze to jakaś odmiana. Niestety, album kończy się dość szybko, bo to tylko niecałe pół godziny muzyki.

Druga płyta Asteriæ to krok naprzód w karierze zespołu. „Miejsce, Które Nazywam Sobą” rozwija muzyczne wątki z debiutu, ale również wprowadza nowe elementy, mniej lub bardziej zaskakujące. Pewnie przydałoby się szczyptę więcej chwytliwości i bardziej zapadające w pamięć momenty, ale jeśli byłoby to kosztem własnej tożsamości, to nie ma co się czepiać. Odnoszę wrażenie, że szczerość i wrażliwość są dla poznańskiej grupy najważniejsze, dlatego wspomniałem na początku o punkowym etosie. Nie jest to album dla każdego, ale miłośnicy post-metalu i współczesnego podejścia do black metalu (w tej nowoczesnej formie, rzecz jasna) będą zachwyceni.

Views: 37

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.