Death Has Spoken – „Elegy”
(17.10.2025, Meuse Music Records)
- Within the Hills 07:20
- Through Shaded Ways 05:13
- Beyond the Pale Horizon 08:39
- Solitude 04:28
- Murmurs 06:02
- Upon the Verge 07:36
- Closure 06:44
- Our Fortress is Burning… II – Bloodbirds (Agalloch cover) 06:51
Nie załapałem się swego czasu na premierę „Fade”, ale pamiętam, że „Call of the Abyss” zrobiło na mnie spore wrażenie. Nie obejrzałem się za siebie (a powinienem, bo przecież śmierć czyha, ale to zaraz), a Death Has Spoken wydało w tym roku już trzeci album studyjny, zatytułowany „Elegy”. Uwagę zwraca już bardzo ładna okładka, nawet jeśli określenie to nie pasuje do zespołu metalowego. Obrazek zdobiący nowe wydawnictwo idealnie pasuje do klimatu, bo mimo, że jest barwny, to wciąż melancholijny i pięknie smutny, niczym bukiet kwiatów na cmentarzu, który zresztą został uwieczniony.
Zasadniczo, formuła się tu szczególnie nie zmieniła. Kwartet z Białegostoku proponuje siarczysty death / doom metal według klasycznych, głównie brytyjskich wzorców. Dominują średnie tempa, więc nie zaparzycie sobie herbaty pomiędzy poszczególnymi taktami (to jednak nie Bell Witch ani Ahab), ale atmosfera jest raczej grobowa, a riffy posuwiste lub przeszywające. Utwory są często długie i rozbudowane, niekiedy wręcz wielowątkowe, poprzeszywane budującymi nastrój przejściami, choćby „Within the Hills” czy „Beyond the Pale Horizon”, ale zdarzają się też bardziej zwarte kompozycje, jak „Through Shaded Ways” czy instrumentalny „Solitude” (skojarzenia z Candlemass są tu całkiem trafne), który jest zdecydowanie czymś więcej niż tylko typowym przerywnikiem. Innym klimatem uderzają „Murmurs” czy „Upon the Verge”, gdzie słychać echa black metalu. Wieje norweskim chłodem, ale spokojnie, ten wiatr wciąż hula po cmentarzu, a nie fiordach. Nomen omen, zamykający album „Closure” nieco przyśpiesza, ale nie złapiecie zadyszki. Niemniej, skojarzenia z metalem lat 90-tych same się nasuwają, zresztą cały album jest w nich sowicie skąpany, w czym nie ma niczego złego. W końcu, to idealna propozycja dla fanów wczesnych dokonań zespołów typu Paradise Lost, Katatonia, Anathema czy My Dying Bride, a nawet Moonspell i Tiamat, choć Death Has Spoken nie stosuje aż tylu aranżacyjnych upiększeń, co dwa ostatnie. Panowie pozwalają sobie maksymalnie na szczyptę i tak ledwo słyszalnych klawiszy, a przede wszystkim na znakomite solówki gitarowe, które stanowią prawdziwą ozdobę poszczególnych utworów. To właśnie dzięki nim oraz nienachalnym, melancholijnym melodiom muzyka nie nuży, jest bardziej przystępna i mniej hermetyczna. Na deser otrzymujemy jeszcze cover Agalloch „Our Fortress is Burning… II – Bloodbirds”, który nieźle wpasowuje się jako bonus.
Fonograficzny powrót Death Has Spoken jest naprawdę godny. Słychać, że zespół nie próżnował przez te cztery lata. „Elegy” podejmuje wątki i stylistykę z „Call of the Abyss”, ale nieco je rozwija i rozszerza, mocno urozmaicając w obrębie jednak dość ciasnego gatunku. To jest sztuka zaproponować obecnie klasyczny death / doom metal, praktycznie pozbawiony gotyckich elementów (i czystych wokali!), który nie będzie ciągnął się jak przysłowiowe flaki z olejem, choć tych flaków trochę jest, bo emocji też nie brakuje! Polecam raczej koneserom gatunku, ale myślę, że nikt, kto słucha „prawdziwego metalu” nie będzie rozczarowany.
Views: 30
