MajMuzyczne Podsumowanie Roku 2025 według Gabriela

Przyszła wreszcie pora na Podsumowanie Roku 2025. Moim zdaniem, nie był on aż tak udany jak poprzedni, który był wyjątkowo miażdżący, ale myślę, że każdy znalazł coś dla siebie, w różnych gatunkach. Poniżej to, co zwróciło moją uwagę w największym stopniu. Standardowo, kolejność nie ma żadnego znaczenia, to nie lista przebojów.

Kwoon„Odyssey” – w muzyce progresywnej to był chyba powrót roku. Sandy Lavallart wrócił po latach, wreszcie z czymś pełnowymiarowym i przeniósł nas do innej galaktyki, które to słowo jest absolutnie kluczowe. Jedna z najpiękniejszych płyt w zeszłym roku.

Oak„The Third Sleep” – pierwszy z trzech norweskich zespołów w moim zestawieniu. Cóż zrobić, jak tam jest tyle dobrego, klimatycznego prog rocka. W tym przypadku, również całkiem zróżnicowanego i często mocnego, ale nie nazwałbym tego metalem. Nominacja głównie za świetne kompozycje.

Avkrvst„Waving at the Sky” – znowu Norwegowie, i to jeszcze mocniej grający, choć na nowej płycie jest mniej metalu niż na debiucie. Muzycy postawili na eklektyzm i klimat, ocierając się nawet o neo proga, co jest zaskakujące, ale ciekawe. Tak, wciąż są mroczni.

A-Z„A2Z2” – Ray Alder to jeden z tych muzyków, którzy zamieniają w złoto wszystko, czego dotkną. A-Z nie ustępuje w niczym innym projektom wokalisty, łącząc prog metal z pięknymi, chwytliwymi melodiami. Niezwykle przebojowa płyta.

Gazpacho„Magic 8-Ball” – bardzo udany powrót zasłużonych Norwegów. Niby znane patenty, charakterystyczne dla tego zespołu, ale podane wyjątkowo jak na nich dynamicznie. Ładne i wciągające, a przy raczej spokojnym graniu, to nie zawsze jest aż tak oczywiste.

Lunatic Soul„The World Under Unsun” – zwieńczenie i podsumowanie dotychczasowej sagi. Mariusz Duda kończy pewien rozdział, by prawdopodobnie niedługo zacząć nowy, może nawet pod tym samym szyldem. Pierwszy bazowo podwójny album, rozbudowany i bogaty, zahaczający o wszystkie składowe stylu lidera. Myślę, że nie tylko fani lubią to.

Jakko M. Jakszyk„Son Of Glen” – znienawidzony przez niektórych fanów King Crimson, jego obecny wokalista, nieźle zagrał na nosie wszystkim hejterom, nagrywając piękny album. Nastrojowy, sentymentalny, ale nie ckliwy, ładnie zaaranżowany. Złoty, a skromny.

Here On Earth„Zaświat” – co za strzał na koniec roku! Wrócili i zaskoczyli. Ślązacy wiedzą jak grać nowoczesny prog metal, mają na to swój patent, teraz już bardzo ugruntowany. Liczę na jakiś koncert niedługo!

Steven Wilson„The Overview” – gdyby ten album nagrał ktoś inny, być może przeszedłby bez echa, bo to takie granie dla samego siebie. I za to właśnie cenię Stevena, że kombinuje, nie ogląda się na innych i robi swoje. Do tego, standardowo, nienaganna produkcja.

Dream Theater„Parasomnia” – można się śmiać lub grymasić, ale lubię tę płytę. Śmiesznie wyprodukowana, z gitarą i perkusją wypchniętymi do przodu niczym w krzywym zwierciadle, ale za to z konkretnymi kompozycjami, a ostatnio u nich bywało z tym różnie.

BOKKA„White Room” – królowa może być tylko jedna, a w minionym roku, w polskiej alternatywie była nią zdecydowanie BOKKA. Wspaniały album, emocjonalny, pełen pomysłów i znakomitych tekstów. Zespół ma swój charakterystyczny styl, czym coraz mniej grup może się pochwalić.

Shame„Cutthroat” – ci post-punkowi wariaci nie przestają mnie zaskakiwać. Praktycznie, każda kolejna płyta jest lepsza od poprzedniej. Tym razem, jest jeszcze bardziej różnorodnie, zawsze dynamicznie i oczywiście bezczelnie, jak na młodych Angoli przystało.

Black Keys„No Rain, No Flowers” – myślałem, że poprzedni album jest powrotem do formy, ale teraz widzę, że to była tylko rozgrzewka przed tym, co miało dopiero nastąpić. Płyta roku w kategorii styl i elegancja w muzyce. I dużo soulu.

Wolf Alice„The Clearing” – początkowo, trochę się nudziłem, ale potem zrozumiałem w co się tu gra. Inspiracje latami 70-tymi wypchnęły elektroniczną nowoczesność, która zdominowała poprzedniczkę. Sprawdziło się to znakomicie, jest lekko, trochę „vintage”, ale całość zniewala i odurza.

Konrad Ciesielski„Koniec” – okropna płyta. Jak złapie, to nie chce puścić. Dawny perkusista Blindead nagrał swój najcięższy album, mimo, że nie ma na nim grama metalu, za to jest mnóstwo jazzu, muzyki współczesnej, trochę elektroniki, nawet szczypta trip hopu i world music. Do wielokrotnego słuchania.

Rome„Civitas Solis” – Jérôme Reuter wydał w tym roku chyba ze trzy płyty, ale ta podoba mi się zdecydowanie najbardziej. Przepiękne kompozycje, śpiewane przez jeden z najlepszych we współczesnej Europie głosów, który w dodatku ma coś do powiedzenia.

White Lies„Night Light” / Variete„Sieć Indry” – ex aequo, bo nie mogłem się zdecydować. Oba albumy idealnie pasują do wieczornego słuchania w spokoju. Pierwszy nieco rozedrgany emocjonalnie, neurotyczny, czerpiący tyle z post-punku, co z rockowej klasyki. Drugi niezwykle intymny, ciekawie zaaranżowany, w klimacie noir, zaskakujący nietypowymi dla zespołu rozwiązaniami.

Sprints„All That Is Over” – wschodząca gwiazda angielskiego post-punku. Mam nadzieję, że jeszcze będzie o nich głośno, bo zasługują na to. Niby nic zaskakującego, ale mają świetne pomysły i jeszcze lepszą wokalistkę. No i „Better”. Niedługo przyjadą do Polski, planuję ich zobaczyć.

Ulver„Liminal Animals” – nie rozumiem polityki wydawniczej Ulver. Wydają płytę tylko cyfrowo, a wersję fizyczną dopiero w kolejnym roku (niedawno postąpili dokładnie tak samo). Dlatego, ostatnio pominąłem ten album, ale w końcu muszę o nim napisać. Lata 80-te mocno weszły Kristofferowi Ryggowi, ale akurat on doskonale wie, co z nimi robić, by fascynowały, nie brzmiały archaicznie i nie kojarzyły się z nikim innym.

Bush„I Beat Loneliness” – jeszcze ich tu brakowało. Nie spodziewałem się aż tak udanej płyty Anglików. Jest mocno, ale melodyjnie, nie brakuje rockowych przebojów bez zbędnego kombinowania. I oczywiście, grają prosto z serca.

Architects„The Sky, the Earth & All Between” – słucham czasem trochę współczesnego metalcore’u, tak z ciekawości, ale nic mi tak nie podchodzi jak Architekci. A, że wydali jedną ze swoich najlepszych płyt, to nic, tylko cieszyć się. Kupuję to połączenie ekstremalnego ciężaru i ultra-przebojowej melodyjności. Czekam na koncert w Gliwicach.

Proghma-C„Equation_Toxic: A” – co za zaskoczenie! Jeden z najciekawszych tworów polskiej sceny post-metalowej powrócił po latach z doskonałą płytą, klimatyczną, trzymającą w napięciu, różnorodną. Mam nadzieję, że nadchodzący album Blindead (grupy łączy ten sam wokalista, Patryk Zwoliński) będzie na podobnym poziomie.

Obscure Sphinx„Emovere” – niby tylko EP-ka, pół godziny muzyki, ale za to jakiej! Mistrzowie post-metalu wrócili w wielkim stylu, z doskonałymi trzema kompozycjami, z brylującymi w nich wokalistką, Zofią „Wielebną” Fraś. Rozbudzili apetyt na więcej!

Deftones„private music” – mam wrażenie, że klasycy nu-metalu obecny sukces osiągnęli jakby przypadkiem, niechcący, po prostu tak wyszło. Fajnie, że nie odcinają kuponów i dalej chce im się nagrywać nową muzykę. Wyraźny, ale bardzo udany powrót do dawnego stylu.

SOM„Let The Light In” – może nie jest to poziom poprzedniczki, ale wciąż jest bardzo dobrze! Amerykanie nagrali album nieco lżejszy, czule tulący zbolałe serca metalowych smutasów. Nie dla twardzieli, ale dla ludzi szczerych wobec siebie.

Cradle Of Filth„The Screaming Of The Valkyries” – gotyckie, black metalowe wampiry powróciły do bardziej konkretnego i agresywnego grania i wyszło im to na dobre! Oczywiście, nie brakuje symfonicznych klawiszy i ckliwych melodii, ale gdy przeplatają to z ostrym cięciem, to naprawdę zacnie to brzmi.

Paradise Lost„Ascension” – metalowych klasyków z lat 90-tych ciąg dalszy i wciąż nie koniec. Anglicy postawili na sprawdzone patenty, w których czują się najlepiej, dzięki czemu brzmią wiarygodnie. Udany miks niemal wszystkiego, za co kochamy PL. Niemal, bo zabrakło dyskoteki.

Green Carnation„A Dark Poem, Part I: The Shores Of Melancholia” – ale forma! Niektóre riffy tak grubo ciosane, że aż zęby bolą, ale jak znakomicie to jedzie! Uwielbiam ten album za kontrasty, bo nie wszędzie pół-akustyczna, progresywna ballada sąsiaduje z bezkompromisową, black metalową młócką i nie gryzą się!

Stoned Jesus„Songs to Sun” – Ukraińcy pokazali, na co ich stać. Nagrali album wciąż mocno osadzony w stonerze, ale bardzo eklektyczny, niemalże progresywny, jeśli chodzi o sposób budowania kompozycji. Nie mogę się doczekać zapowiedzianych koncertów z Wheel.

Vintage Caravan„Portals” – niby to samo co zwykle, ale jakoś lepiej, bardziej, czasem inaczej, nowocześniej. Jest dużo sprawdzonych zagrywek, ale pojawiają się też nowe patenty brzmieniowe. Nie zmienia się za to talent do pisania po prostu dobrych, hard rockowych numerów.

Niechęć„Reckless Things” – obawiam się, że słucham zdecydowanie za mało jazzu, by stworzyć „top 10”, więc w ramach małego suplementu postanowiłem dodać nową płytę Niechęci. Konsekwentnie budowana kariera zaowocowała kolejnym bardzo udanym albumem, gęstym, ciężkim, ale wielowymiarowym. Posłuchajcie i idźcie na koncert.

Views: 130

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.