Ten tydzień (przynajmniej, gdy to piszę) obfitował w teoretycznie małe koncerty, które później okazywały się nieco większe niż pierwotnie sądziłem. Pierwszym z nich było zaskakujące i elektryzujące wydarzenie, które miało miejsce w warszawskim VooDoo Clubie.
Zaczął krakowski zespół ZANN, wykonujący transowy, hipnotyzujący post-metal ze zróżnicowanym, żeńskim wokalem śpiewającej basistki. Gdy myślimy o polskim post-metalu z wokalistką, od razu przychodzi na myśl Obscure Sphinx i niby może to być jakaś wskazówka, ale pomysł Zann na muzykę jest mniej gwałtowny, bardziej kontemplacyjny i nastawiony na klimat. Dzieje się tu nieco mniej niż u bardziej znanej ekipy ze stolicy, ale to wciągające granie, nawet jeśli brzmienie zespołu w VooDoo nie było idealne. Intrygującą atmosferę tworzyły wizualizacje za plecami muzyków, a utwory z debiutanckiego, zeszłorocznego albumu „Petrichor” zyskały nowy, głębszy wymiar.
FIVE THE HIEROPHANT to niezwykły twór na brytyjskiej scenie metalowej. Grupa, która łączy doom i post-metal z brzmieniami monumentalnego, niekiedy upiornego saksofonu zawojowała nie tylko angielskie sceny. Zespół jest popularny również w naszym kraju, czego dowodem była naprawdę przyzwoita frekwencja tego wieczoru w VooDoo (choć w Krakowie ich koncert został połączony z innym, równoległym koncertem). Trudno jest dokładnie opisać taki występ, ponieważ zespół wykonuje muzykę instrumentalną, która trochę zlewa się w jedną, porywającą całość. Kompletnie nie przeszkadza brak dokładnej znajomości utworów, bo muzycy wszystkie wykonują z równą energią, pasją i zaangażowaniem. Oprawa samego występu była wystarczająco bogata i wyjątkowo konsekwentna. Na scenie było raczej ciemno, ale minimalistyczne oświetlenie tworzyło odpowiedni klimat, podobnie jak dziwne, niepokojące wizualizacje w tle. Muzycy w ogóle nie odzywali się, pogrążeni w skupieniu. Największe wrażenie robił oczywiście saksofonista Jon Roffey, który przykuwa wzrok swoją ekspresją, ruchem (pod koniec, zszedł nawet do publiczności i przeszedł się po całej sali) i dodatkową grą na dzwonkach, które wzmogły mroczny nastrój twórczości Five The Hierophant.
To był przedziwny, ale fascynujący koncert. Doskonale pasował do wnętrz VooDoo Clubu, gdzie muzyka, zarówno supportu, jak i głównej gwiazdy, wybrzmiała jeszcze bardziej sugestywnie i przejmująco.
Views: 9

