Villagers of Ioannina City + Sunnata, Proxima, Warszawa, 11.03.2026 – Relacja

Kolejny koncert z serii tylko pozornie małych, zresztą odbywający się w tym samym tygodniu, co poprzedni przeze mnie opisywany. Było trochę podobieństw, bo ponownie były to brzmienia ciężkie, acz zróżnicowane i znowu mieliśmy układ zagraniczna gwiazda – polski support. Tym razem padło na warszawską Proximę.

Trochę niewdzięczna, ale jakże ważna rola supportu przypadła tym razem zespołowi SUNNATA, który to sam jest niemałą gwiazdą na polskiej scenie doom/stonerowej. Z tego co zrozumiałem, był to pierwszy występ stołecznej formacji w Proximie, co jest trochę zaskakujące, biorąc pod uwagę staż grupy, ale obawiam się, że muzycy niewiele stracili. Widziałem już wiele występów Sunnaty i ten niestety był jednym z najgorzej nagłośnionych, w jakich miałem okazję uczestniczyć. Przykro to kolejny raz pisać, ale Proxima nie nadaje się do tak ciężkich i wymagających precyzyjnego nagłośnienia koncertów, co już wielokrotnie się potwierdziło (z ostatnich lat choćby Haken czy Soen, jedynie Alcest jakoś się wybronił). Szkoda, bo muzycy robili co mogli, by stworzyć odpowiedni klimat, a mieli też ciekawą setlistę (duża reprezentacja albumów „Outlands”„Hollow Kingdom”, „Lucid Dream” i „The Ascender” oraz „Burning in Heaven, Melting on Earth”„A Million Lives” i „Black Serpent”, a także najmłodszy „Saviour’s Raft” i najstarszy „Orcan”.

Polskie występy VILLAGERS OF IOANNINA CITY zawsze wywołują spore emocje i licznie ściągają oddanych fanów (widać to było po wielu koszulkach zespołu na torsach uczestników). Żywiołowe reakcje publiczności tylko to potwierdziły, a zespół zachowywał się, jakby grał u siebie, dla swoich ludzi, bo w sumie tak było. Grecy sprawiają niezwykle sympatyczne wrażenie (wiem, że niektórzy są uczuleni na to słowo, ale w tym przypadku proszę potraktować je literalnie), uśmiechają się, są bardzo życzliwie nastawieni do otoczenia. Łamana angielszczyzna Alexa Karametisa jest dość urocza, ale kompletnie nie słychać jej podczas śpiewania, a to właśnie charyzmatyczny lider prowadzi cały zespół naprzód. Druga najbardziej charakterystyczna cecha greckiego zespołu, to oczywiście te wszystkie mniej lub bardziej typowe instrumenty dęte, w tym dudy, klarnet czy kaval, które nawet było w miarę słychać, choć ogólnie brzmienie grupy w Proximie pozostawiało wiele do życzenia. To, na co wielu zapewne czekało, to nowe utwory. Od wydania „Age of Aquarius” minęło już siedem lat i choć usłyszeliśmy jego najlepsze fragmenty (poza tytułowym, również „Arrival”, „Dance of Night”, „Father Sun” i „For the Innocent”), to te cztery nowe kompozycje stanowiły oczekiwany powiew świeżości. Jest jeszcze zbyt wcześnie na jakiekolwiek przewidywania czy oceny, ale podejrzewam, że fani Villagersów nie będą rozczarowani nadchodzącym w tym roku albumem „Venceremos”.

Obiektywnie, był to dość udany wieczór, wynagrodzony postawą i zaangażowaniem obu zespołów, choć nie ukrywam, że chętnie poszedłbym na ten koncert jeszcze raz, ale w lepiej nagłośnionym miejscu.

Views: 13

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.