Thy Worshiper – „Demony Wschodu”
(13.02.2026, Piranha Music)
- Idź precz!!! 04:42
- Od Edenu na wschód 05:06
- Złem wieje ze wschodu 02:54
- Takie miejsce na ziemi 05:34
- Dzieci Czarnobyla 04:06
- Syberiada 05:11
- Strach 03:32
- Godzina diabła 05:22
- Jeszcze się spotkamy 04:55
Pochodzący oryginalnie z Wrocławia, a stacjonujący obecnie, bodajże w Irlandii, Thy Worshiper powraca z szóstym pełnometrażowym albumem studyjnym. Co ciekawe, „Demony Wschodu” mają być dopiero początkiem zapowiadanej przez zespół trylogii wydawniczej. Sprawdźmy, jak zaczyna się ta historia.
Wydawałoby się, że pomysł Thy Worshiper na muzykę jest pozornie prosty, a na papierze brzmi wręcz mało imponująco. Zespołów mieszających black metal z folkiem nie brakuje, nie wszystkie są porywające, zwłaszcza jeśli bardziej się wygłupiają niż grają (choć nadmierne prężenie muskułów w metalu jest śmieszniejsze od jakiegokolwiek zamierzonego żartu). W tym przypadku, zespół traktuje swoją twórczość śmiertelnie poważnie, ale to się sprawdza, bo mamy do czynienia z profesjonalnymi pasjonatami, a nie bandą żenujących śmieszków, co w folkowej odmianie czarnej sztuki czasem się zdarza. Na „Demonach Wschodu” panuje zupełnie inna atmosfera, tu nikomu nie jest do śmiechu. I myślę, że to jest absolutnie największa siła tego albumu. Surowy black metal gra wiele kapel, folkowe wtręty też się zdarzają (choć uważam, że wykorzystanie takich instrumentów jak djembe czy yaybahar jest już nieco mniej oczywiste), ale ten ponury, przeszywający jak wiatr ze wschodu klimat nie każdy potrafi wykreować w równie sugestywny i nazywajmy rzeczy po imieniu, depresyjny sposób. To nie jest muzyka, której słucha się na poprawę humoru czy w celach rozrywkowych. Ale właśnie dzięki temu jest niezwykle szczera i bezpośrednio oddziałująca. Słuchając Thy Worshiper ma się wrażenie obcowania z czymś autentycznym, co w dzisiejszych czasach zaczyna być na wagę złota. I jeszcze jedna rzecz – ten pierwotny, prawdziwy, słowiański duch. Obecnie, bardzo popularny jest folklor skandynawski. W zalewie tego rodzaju brzmień (żeby nie było, nic do nich nie mam, sam je lubię), łatwo zapomnieć, że też mamy swój język i kod kulturowy oraz artystów, którzy jeszcze potrafią nimi zgrabnie operować. Miło jest dostać przypomnienie o tym i to w tak nieoczywistym wydaniu.
Biorąc pod uwagę niegasnącą wciąż modę na surowy post-black metal, nowa propozycja Thy Worshiper brzmi jak powiew świeżego powietrza. Zespół istnieje już dość długo, nie ma polskiej nazwy, która byłaby jednym rzeczownikiem i brzmi jak mało kto u nas. A zagranicznych wzorców też raczej nie kopiują, przemycając ogromne ilości swojskiej, ale nie prymitywnej słowiańskości. Zresztą, umówmy się, że w black metalu prostota nikomu nie przeszkadzałaby. Ale akurat ta większa złożoność wątków na „Demonach Wschodu” tworzy klimat i decyduje o kunszcie albumu.
Views: 34
