Ostatnio więcej czasu spędzam nad rejestracją zdjęć dla Was dlatego mniej mam go na obróbkę ale powolutku zaczynam prezentację galerii z ostatnich dni. Dziś zdjęcia z dla mnie największego odkrycia wyjazdu do Warszawy. Jako drugi headliner na Torwarze zaprezentował się szwedzki zespół Amaranthe, który skradł mi serce tego wieczoru i pojawia się na mojej playliście ostatnio regularnie. Świetne, chwytliwe kompozycje i trzy uzupełniające się wokale wspaniale ze sobą współgrają. Przyznam jednak, że na początku męskie głosy Mikaela Sehlina i Nilsa Molina trochę przyćmiły Elize Ryd ale jak już się rozgrzała i weszła w pełni w ten koncert po pierwszych 2-3 utworach to była niesamowita petarda. Jej aksamitny głos choćby w takich kompozycjach jak „Crystalline” czy „Amaranthine” to jest poezja. Panowie świetnie się uzupełniają bo też jeden z nich odpowiednio growluje a drugi śpiewa czystym wokalem. W pamięci zostały mi poza wcześniej wspomnianymi utworach również: „Maximize”, „Drop Dead Cynical” czy znakomite „PvP” napisane dla szwedzkiej reprezentacji e-sportowej. Do dźwięku można było mieć pewne zastrzeżenia na początku występu ale jeśli dobrze pamiętam od drugiego utworu wszystko już było bardzo dobrze słychać. Podsumowując: Amaranthe zagrało świetny, energetyczny set i zdobyło nowego, wiernego fana i myślę, że na 110% gdy przybędą znowu do naszego kraju to się spotkamy pod sceną. A teraz już zapraszam na obszerną galerię z tego koncertu.
Views: 39



















































