Transmission Zero – „Yes. And I Would Do It Again”
(14.04.2026, własnym sumptem)
- Local Hero 06:51
- The Kids’ Gloves Are Off 07:05
- No Such Thing as a Fair Fight 07:04
- A Devil You Do 04:21
- Can’t We Just Levitate? 09:27
- You Were Never Really Here 06:59
Polska scena post-rockowa nie jest szczególnie rozbudowana, dlatego niezwykle cieszy każda kolejna kapela i płyta. Mam wrażenie, że wszyscy słuchają post-rocka, ale mało kto chce go grać. Wymyślenie czegoś nowego w dość jednak ograniczonym formalnie gatunku, zwłaszcza w wersji instrumentalnej, jest ekstremalnie trudne i mało kto chce się tego podjąć, a nie każdy chce to robić wyłącznie dla własnej przyjemności. Są jednak kapele ambitne i odważne, które nie boją się wyjść do świata i podzielić z nim swoją twórczością. Taką grupą jest zdecydowanie Transmission Zero, które wydało niedawno swój trzeci krążek – „Yes. And I Would Do It Again”.
W przypadku muzyki pozbawionej wokalu, dużą uwagę zwraca się na wszystkie dodatkowe elementy, zwłaszcza dotyczące sposobu wydania albumu. Okładka nowej płyty zespołu z Krakowa przyciąga wzrok wyrazistymi, ciepłymi barwami i ogromnym, lekko aroganckim, ale niepozbawionym poczucia humoru tytułem. Całość wydana jest w skromnym, ale eleganckim digipacku.
Transmission Zero tworzy post-rocka w formie najbardziej pierwotnej, klasycznej. Zatem minimum elektroniki, raczej jako tło niż motyw przewodni, za to dużo podstawowego, rockowego instrumentarium. Reszta, raczej zgodna z prawidłami gatunku, z dużym naciskiem na dynamikę i częste zmiany tempa i nastroju. Napięcie budowane jest nieraz powoli, aż do mocnego wybuchu, ale bez jednostajnego schematu, którym muzycy non-stop mieliby się posługiwać. To, co osobiście mnie cieszy, to duży udział gitar, co w uprawianym przez Transmission Zero stylu nie zawsze jest oczywiste. Obecnie, nie brakuje zespołów, które idą bardziej w ambientową elektronikę, co również ma swój kojący klimat, ale ja jednak wolę być co jakiś czas wyrywany z butów ostrym ciosem w potylicę, czego na albumie Krakowian uświadczymy nieraz.
Ostatnia kwestia, którą chciałbym poruszyć, to produkcja – zdecydowanie światowa, co czyni z niej bardzo mocny atut albumu. Brzmienie trzeciej płyty krakowskiego trio jest niezwykle tłuste, pełne i głębokie. Słychać, że krążek nagrano w dobrym miejscu, a miksem i masteringiem zajął się fachowiec. Potem patrzymy do wnętrza okładki i okazuje się, że tym pierwszym było Nebula Studio, a drugim Maciej Karbowski. Rzeczywiście, tonacje są trochę „tides’owe”, ale kompletnie w niczym to nie przeszkadza. To nie konkurs na oryginalność, tylko zadbanie o jakość.
Jeśli brakuje wam instrumentalnego post-rocka w klasycznym wydaniu, a dodatkowo chcielibyście wesprzeć polskich artystów, to zdecydowanie polecam nowy album Transmission Zero. Tak. Mam nadzieję, że zrobią to ponownie.
Views: 8
