Ampacity – „Cosmic Indifference” – Recenzja

Ampacity„Cosmic Indifference”

(24.04.2026, Piranha Music)

  1. Cosmic Indifference Blues 07:55
  2. Symetriada 08:52
  3. Horizon Split 07:18
  4. Phantomatics 12:57
  5. Caves of Carbon Fiber 08:10

Recenzji płyt instrumentalnych ciąg dalszy i jeszcze trochę ich będzie! Ale cóż poradzić, skoro wychodzi ich sporo, i to na naprawdę wysokim poziomie. Trudno przejść obojętnie, gdy takie tuzy jak Ampacity wydają kolejny album. Tym samym, zespół przypieczętował swój powrót na rynek muzyczny, który nastąpił przy okazji premiery poprzedniego krążka, „IV”. „Cosmic Indifference” ukazuje się po trzech latach od swojej poprzedniczki, by namieszać nam jeszcze bardziej w głowach.

Odnoszę nieodparte wrażenie, że tym razem zespół jeszcze bardziej odleciał w kosmos, dosłownie i w przenośni. Grupa kojarzona początkowo bardziej ze sceną stonerową, już ostatnim razem popłynęła (czy właściwie poleciała) mocniej w stronę space i kraut rocka. Teraz otrzymujemy tego wszystkiego jeszcze więcej, zanurzonego nawet głębiej w psychodelicznym sosie. Uważam, że materiał zawarty na „IV” obfitował w nieco łatwiejsze do zapamiętania melodie, ale na nowym albumie oczywiście też nie brakuje specyficznej chwytliwości, która utrzymuje słuchacza w charakterystycznym dla tego rodzaju muzyki transie. Powiem więcej, „Cosmic Indifference” jawi mi się jako materiał niezwykle spójny i konsekwentny, może mniej wyrazisty niż ostatnio, ale za to jednolity. Fani stonera też znajdą tu coś dla siebie, bo zespół nie zapomniał całkowicie o swoich korzeniach, wciąż proponując zdrową dawkę ciężaru i hipnozy, która ma w sobie tyle samo pierwiastka kosmosu, co pustyni.

Nie sposób nie wspomnieć również o brzmieniu albumu, ponownie wspaniale głębokim i stylowym. Dużą zasługę mają w tym klawisze, nie tylko wzbogacające kompozycje, ale wręcz decydujące o ich sile i oryginalności. To ciepłe, analogowe brzmienie kieruje nas momentalnie w stronę lat 70-tych, a to jest zwykle właściwy adres dla takich dźwięków. Nie jest to pierwsza płyta nagrywana w studiu Cierpienie, której słucham i chyba stanę się fanem tego miejsca.

Ostatnia sprawa, to oprawa graficzna i wydanie albumu. Za projekt okładki odpowiada, jak łatwo się domyśleć, niezawodny Kuba Sokólski. Styl tego artysty jest tak charakterystyczny, że trudno pomylić go z kimkolwiek innym. Jego przepiękny kosmiczny pejzaż rozciąga się na kilka segmentów. Album wydano w klasycznym plastikowym pudełku, ale dołączono do niego ciekawie kontrastującą papierową obwolutę.

Wciąż ogromnie cieszy powrót Ampacity i kolejny materiał. Tym bardziej, że już na jesieni będzie można spotkać się z zespołem na koncertach. Zdecydowanie polecam „Cosmic Indifference” wszystkim fanom eleganckich podróży w kosmos.

Views: 10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.