(02.12.2025, własnym sumptem)
1. Zabierz mnie 03:59
2. We mnie w tobie 05:03
3. Poczekaj 04:32
4. Czas przygasłych świateł 04:40
5. Dom 04:21
6. Dzyń dzyń 04:04
7. Oddech 04:28
8. Kogoś będzie brak 06:41
9. Bezkres 04:51
10. Echo 03:13
Często mówi się, że wydawanie płyt pod koniec roku jest błędem. Bo nikt już nie zauważy, nie posłucha, bo przepadną w podsumowaniach. Myślę, że 2. grudnia nie jest aż tak złą i późną datą. W sam raz, żeby każdy jeszcze zdążył zapoznać się i wyrobić sobie opinię. Tego dnia ukazał się czwarty album Here On Earth, zatytułowany „Zaświat”.
Zdecydowanie, muszę zacząć od omówienia okładki. Obrazek zdobiący nowy krążek śląskiego zespołu jest po prostu przepiękny, zarówno pod względem kompozycji, jak i kolorystyki. Równać się z nim może tylko debiut, ewentualnie.
Muzycznie, słychać przede wszystkim rozwój, ale przemyślany i konsekwentny. Już na poprzedniej płycie było dużo elektroniki. Tym razem, muzycy poszli o krok dalej, „partie klawiszowe” (cytat z książeczki) są wszechobecne, budują klimat i znacznie poszerzają spektrum aranżacji. Równoważą też potężne brzmienie – jeszcze o tym nie wiedząc, podejrzewałem, że nagrania mogły zostać zrealizowane w ZED Studio, pod czujnym okiem Tomasza Zalewskiego, który razem z Piotrem Kraskiem, jest współproducentem albumu. „Zaświat” jest tak spójnym amalgamatem, że trudno jest wyróżnić jakikolwiek utwór. Wszystkie mają podobną konstrukcję, choć oczywiście nie zlewają się w jedną masę. Wręcz przeciwnie, chwytliwych melodii jest dużo, większość kawałków dość szybko wchodzi do głowy. Podstawą kompozycji są nowoczesne, mocarne gitarowe riffy i wbijająca w ziemię sekcja rytmiczna (wyjątkami są co najwyżej „Dom” i może „Bezkres”), z którymi kontrastują, jak już wspomniałem, ubarwiająca całość elektronika oraz emocjonalny wokal Krzysztofa Wróbla, który też brzmi inaczej, jakby dojrzalej i bardziej świadomie.
Nie zawsze tak szczegółowo piszę o tekstach, bo szczerze mówiąc, nie zawsze są one tego warte. Jednak, w przypadku Krzysztofa Wróbla, zwłaszcza odkąd zaczął pisać po polsku, zdecydowanie jest o czym. Stronę liryczną „Zaświatu” można podzielić na dwie główne grupy. Pierwsza, to teksty bardziej osobiste, emocjonalne, o przemijaniu i różnych uczuciach, ale opowiadające o tych tematach niebanalnie, choć bardzo szczerze („Zabierz Mnie”, „We Mnie, w Tobie”, „Poczekaj”, „Kogoś Będzie Brak” czy „Echo”). Druga porusza kwestie społeczne, dotyczące manipulacji („Czas Przygasłych Świateł”), wojny („Dom”) czy ludzkiej obojętności („Oddech”). Jak zwykle, obrywa Kościół („Dzyń, Dzyń”, pośrednio też „Bezkres”, choć ten jest bardziej o śmierci).
Muzycy Here On Earth twierdzą, że „Zaświat” może być ich najlepszym dziełem, do którego dążyli przez te wszystkie lata grania. Nie zawsze łatwo jest zgodzić się z opiniami twórców, bo z oczywistych przyczyn, nie mają oni szans na jakikolwiek obiektywizm czy dystans. W tym przypadku, jestem w stanie przyznać rację zespołowi. Może czasem trochę brakuje jednego czy dwóch faktycznie spokojniejszych utworów, by złapać choć odrobinę oddechu, ale rozumiem, że taki był po prostu pomysł na ten krążek. Dojrzały, głęboki, profesjonalnie zrealizowany. Stanowi trafne i huczne podsumowanie dotychczasowej kariery grupy.
Views: 108


Zgadzam się. Dużo ciekawej muzyki.