Ist Ist + Steve Martins, Hydrozagadka, Warszawa, 23.03.2026 – Relacja

Po występie, który miał być mały, a zrobił się duży, przyszła pora na taki, który miał potencjał, by być duży, a finalnie okazał się nieco mniejszy niż zakładałem. Tak to się czasem dziwnie te losy koncertowe układają. Tym razem, chodzi o ostatnią wizytę grupy Ist Ist w warszawskiej Hydrozagadce.

Główną gwiazdę poprzedzili nasi rodacy z opolskiego Steve Martins. Zespół, który „reklamuje się” jako „rock’n’roll 0%” jest tak naprawdę rock’n’rollowy w stu procentach! Grupa zaprezentowała się bezkompromisowo, dynamicznie i ultra-głośno, choć za ten początek ktoś powinien dostać po uszach, bo to my właśnie…dostaliśmy po uszach. Ale po wyregulowaniu wszystkiego, występ był naprawdę wciągający, choć oglądała go garstka ludzi. Niemniej, jak to mówią, nóżka chodziła aż miło.

Niestety, post-punkowi przodownicy pracy z Manchesteru ściągnęli do Hydrozagadki tylko trochę więcej ludzi. Trudno powiedzieć z czego to wynikało, mam nadzieję, że nikt nie przestraszył się poniedziałku. Być może, wszystkiego w stolicy jest już tak dużo, że czasem trzeba dokonywać bolesnych wyborów. Mimo to, zespół nie zdawał się zbytnio przejmować frekwencją, grał z energią, starał się w miarę utrzymywać kontakt z publicznością, choć angielski, chłodny temperament trochę dawał się we znaki (uboga konferansjerka, muzycy cały czas w przyciemnianych okularach). Ist Ist promują obecnie swój świeży, tegoroczny album „Dagger”, który zagrali niemal w całości (pominęli tylko „Obligations” i „Song For Someone”). Nowe utwory dobrze zabrzmiały na żywo, ale było czuć różnicę względem kompozycji z poprzedniej płyty, „Light A Bigger Fire”. To właśnie „Lost My Shadow”, „The Kiss”, „Repercussions”, „What I Know” czy „Hope to Love Again” najbardziej rozgrzały warszawską publikę. Wielka szkoda, że zabrakło „Dreams Aren’t Enough” czy „I Can’t Wait For You”. Byłem też zaskoczony brakiem „Black”, który jest chyba jednym z największych przebojów Anglików, ale zamiast niego, z debiutu pojawiły się „A New Love Song” i oczywiście „You’re Mine”. Łącznie, grupa wykonała równo 20 kawałków, czyli naprawdę dużo, ale zgodnie z post-punkową normą, krótkich, dlatego występ zakończył się po godzinie z kwadransem. Żadnych bisów czy nawet ukłonów, muzycy szybko ulotnili się ze sceny, czym chyba trochę zaskoczyli fanów, raczej niezbyt pozytywnie.

Ten koncert miał duży potencjał, bo Ist Ist powoli wyrastają na sporą gwiazdę współczesnej alternatywy i mają dużo fajnych utworów, ale przynajmniej w naszym kraju, to chyba jeszcze nie jest ich moment. Jednak, śledźcie ich, bo jest szansa, że jeszcze będzie o nich naprawdę głośno.

Views: 19

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.