Penthouse – „Somewhere A New Moon”
(26.02.2026, Antena Krzyku)
- New Moon (no.2) 03:02
- Song Of Desert Sand 04:08
- Kansas City Moan 02:33
- Theme For Wayfarer 03:25
- September’s When I Miss You 04:55
- Gimmie Teeth 03:06
- Strawberry Truck 03:41
- Conned By A Blue Sky 04:18
- Birthday 03:13
- When Afternoon Dies 03:24
O Penthouse zrobiło się głośno już za sprawą wydanego trzy lata temu debiutu, „Music Undersea”. Okazało się, że zamiast non stop kopiować, w mniej lub bardziej udany sposób, oklepane patenty post-punkowe, jak obecnie czyni wiele młodych, zwłaszcza brytyjskich zespołów, można grać bardzo ciekawą i oryginalną alternatywę opartą na latach 70-tych i 80-tych. A te wszystkie cuda w naszym pięknym kraju. W tym roku Penthouse wrócił z nowym albumem, zatytułowanym „Somewhere A New Moon”.
Klimat muzyki zespołu jest równie ciepły i otulający jak zdjęcia na okładkach płyt, zwłaszcza w przypadku nowego krążka. Ciekawe, czy to Kalifornia. Duża zasługa w tym analogowo brzmiących klawiszy, choć nie brakuje też nieco brokatowego blichtru („New Moon (no.2)”). To tak, jakby ktoś żyjący w latach 80-tych wspominał rzewnie poprzednią dekadę. Albo nasłuchał się mocno Davida Bowiego i Roxy Music. To jest ten poziom buńczucznego rozbuchania, lecz nieprzekraczającego granic śmieszności czy nadęcia. I choć zdarzają się bardziej optymistyczne piosenki („Kansas City Moan”, „Gimmie Teeth”), atmosfera panująca w poszczególnych utworach nie jest jednoznacznie radosna i beztroska, wręcz przeciwnie, dużo w tym wszystkim nostalgii, melancholii, nawet lekkiego powiewu dekadencji („Song Of Desert Sand”, „September’s When I Miss You”). Mocno wpływa na to głos wokalisty, Jacka Sainta, niby uwodzicielski, ale zdradzający też niemałe doświadczenie życiowe, kojarzący się bardziej z Markiem Laneganem czy Markiem Sandmanem niż Starmanem i Bryanem Ferrym. Ale absolutnie fenomenalne są towarzyszące Jackowi wokalistki – Magda Zakrzewska i Zosia Gąsiorowska, niby podpisane jako drugie głosy, ale dla mnie to one stanowią o sile i wyjątkowości zespołu. Ich delikatne i zmysłowe głosy dobrze kontrastują z momentami dusznym klimatem niektórych utworów (trochę szkoda, że zabrakło ich w schizofrenicznym „September’s When I Miss You”, a w chłodnym „When Afternoon Dies” jest ich zdecydowanie za mało, za to świetną robotę zrobiły w „Kansas City Moan”, „Gimmie Teeth” i „Conned By A Blue Sky”). Na albumie nie brakuje też potencjalnych przebojów, bo grupa ma talent do chwytliwych melodii („Kansas City Moan”, „Gimmie Teeth”), a ciekawe urozmaicenie wprowadzają okazjonalnie stosowane instrumenty dęte („New Moon (no.2)”, „September’s When I Miss You”, „Conned By A Blue Sky”).
Niezwykle kojąca nerwy płyta. Zdecydowanie polecam „Somewhere A New Moon” na nadchodzące wielkimi krokami lato i ciepłe, pozornie leniwe wieczory, podczas których wiele może się wydarzyć. A Penthouse chętnie zobaczyłbym na koncercie.
Views: 2
