Long Distance Calling – „The Phantom Void” – Recenzja

Long Distance Calling„The Phantom Void”

  1. Mare 3:52
  2. The Spiral 6:13
  3. A Secret Place 6:50
  4. Nocturnal 6:36
  5. Phantom Void 7:53
  6. Shattered 6:07
  7. Sinister Companion 8:18

Już chyba pisałem o tym, że recenzowanie płyt z muzyką instrumentalną nie należy do najłatwiejszych zadań, jakie można sobie samemu wymyślić. Jeśli zwykłe pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze (tak, ten tekst Franka Zappy nigdy mi się nie znudzi), to w przypadku dźwięków pozbawionych wokali jest to dwukrotnie bardziej ekstremalna sztuka. Często po prostu coś się nam podoba lub nie, ale ciężko jest określić czemu tak się dzieje. W najbliższym czasie, na naszych łamach pojawi się sporo recenzji albumów instrumentalnych, więc zapnijcie pasy, bo jeszcze wielokrotnie będę się głowił, jak to wszystko dokładnie opisać.

Nieskromnie przyznam, że ładnie wyszedł mi wstęp, w którym nie napisałem choćby słowa o recenzowanej płycie. Na pierwszy ogień, postanowiłem wziąć na warsztat nowy album Long Distance Calling, zatytułowany „The Phantom Void”. To już dziewiąty studyjny krążek jednej z najpopularniejszych grup post-rockowych z Niemiec. Zespół zaliczył już różnego rodzaju eksperymenty lub wręcz ich celowy brak, ale zdaje się, że od czasu „Boundless” muzycy prą do przodu bez zadyszki, choć na nowy krążek trzeba było czekać aż cztery lata (od „Trips” wydawali je regularnie co dwa). Po kosmicznym „How Do We Want to Live?” i przejmującym, emocjonalnym „Eraser” przyszedł czas na filmowy „The Phantom Void”. Teoretycznie, każdą muzykę instrumentalną można tak określić, ale Niemcy swoje nowe dzieło naprawdę mocno pozycjonują w tym kierunku, na co wskazuje zarówno komiksowa okładka, która śmiało mogłaby stanowić plakat filmowy, jak i poprzez tajemnicze zdjęcia w książeczce, przypominające kadry z mrocznego thrillera. To nie oznacza, że muzyka jest ponura, choć nastrój panuje raczej minorowy, ale właśnie taki idealnie pasuje do obranej tym razem przez zespół stylistyki. Skoczne rytmy i wesołe melodie zwyczajnie by tu nie pasowały. Niemniej, album nie jest przesadnie ciężki czy jednowymiarowy, co mogłoby być nudne, a niestety czasem jest to bolączką prawdziwych ścieżek dźwiękowych do filmów. Jak zwykle w takich przypadkach, nie zamierzam opisywać po kolei wszystkich utworów, wspomnę zatem tylko, że konstrukcja poszczególnych kompozycji jest zróżnicowana, nie ma jakiegoś jednego, konkretnego schematu, którym muzycy stale podążają, zmieniając tylko od czasu do czasu tonację. Dynamika i budowanie napięcia są na „The Phantom Void” absolutnie kluczowe, w końcu o to chodzi w dobrych filmach grozy, prawda?

Studyjny powrót Long Distance Calling ponownie cieszy, bo udowadnia, że zespół wciąż pozostaje na fali wznoszącej. Muzykom nie brak pomysłów, ich twórczość dalej brzmi świeżo i ciekawie. Z drugiej strony, nie ma też co przesadzać, nowa płyta Niemców nie wnosi nie wiadomo jakiej rewolucji, ale zdecydowanie ucieszy fanów szeroko pojętego post-rocka, a to jest chyba ważniejsze niż wymyślanie koła na nowo co pięć minut.

Views: 16

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.