Rock Art Festival vol.6, Od Nowa, Toruń, 24.10.2026 – Relacja

Od kilku lat stowarzyszenie SKK ScenaArt organizuje Kujawsko-Pomorskie Programowanie Kultury, czyli cykl koncertów, głównie progresywnych, które, jak nazwa wskazuje, odbywają się w kilku kujawskich miastach. Co roku staram się pojawić chociaż na jednym z tych wydarzeń. Tym razem padło na Toruń, z uwagi na znakomicie zapowiadający się skład, ale i uroki samego miasta. Z dużą ciekawością zawitałem pierwszy raz do kultowego klubu Od Nowa.

Festiwal otworzył występ francuskiego zespołu LizZard. Grupa zaprezentowała się nieco surowo, ale bardzo mocno, z selektywnym i przestrzennym brzmieniem. Zaprezentowali nawet jeden nowy utwór z nadchodzącej płyty studyjnej. Niestety, z przyczyn technicznych, ich występ trwał jedynie 20 minut. Wielka szkoda, bo ledwo się rozkręcili, a już schodzili ze sceny.

Na szczęście, do końca festiwalu nie było praktycznie już żadnych problemów. Panowie z Kingcrow wyszli na pełnym luzie, w dobrych humorach, przygotowani i zgrani. Profesjonalni jak zawsze – miałem okazję widzieć ich już po raz trzeci, choć ostatnio jeszcze przed pandemią. Włochów cenię za dystans do siebie i poczucie humoru, ale też umiejętne tworzenie ciepłej atmosfery, charakterystycznej dla zespołów pochodzących ze słonecznej Italii. Kingcrow też pracuje obecnie nad nową płytą, która, jak mają nadzieję muzycy, powinna ukazać się w przyszłym roku. Usłyszeliśmy z niej dwa utwory, utrzymane w charakterystycznym stylu grupy oraz przekrojowy wybór z dotychczasowej dyskografii.

Jednym z elementów imprez organizowanych w ramach cyklu Kujawsko-Pomorskiego Programowania Kultury są spotkania z osobami związanymi z branżą muzyczną. Tym razem w Od Nowie pojawił się Sławek Wierzcholski, żywa legenda polskiego bluesa, założyciel i lider Nocnej Zmiany Bluesa, jednego z pierwszych polskich zespołów bluesowych z prawdziwego zdarzenia. Znakomity muzyk, ubarwiał przeprowadzany z nim wywiad śpiewem oraz grą na harmonijce ustnej i gitarze akustycznej. Pan Sławek jest też świetnym gawędziarzem, opowiadał ciekawie i szczerze, jak na bluesmana przystało.

W świetle tego, co miało nastąpić za chwilę, można powiedzieć, że Kingcrow zaprezentował się dość skromnie. Międzynarodowa progresywna supergrupa TEMIC uderzyła z taką mocą, że chyba wszyscy byśmy się przewrócili, gdybyśmy nie siedzieli na wygodnych fotelach. Był to pierwszy występ zespołu w Polsce, a jak to mówią, pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. W tym przypadku, było ono piorunujące. Z supergrupami jest tak, że albo każdy nastawiony jest na siebie albo tworzy się wyjątkowa chemia. Temic to drugi z tych przypadków. Niekwestionowanym liderem zdaje się być niezwykle charyzmatyczny i uzdolniony wokalista Fredrik Klemp z Maraton, który ściągnął na trasę aż dwóch muzyków ze swojego macierzystego zespołu – basistę Miguela Pereirę i perkusistę Franka Røe, który wyjątkowo zastąpił Simena Sandnesa, znanego z Shining i Evergrey. Pierwszy z nich imponował grą tappingiem, której towarzyszył popis Diego Tejeidy (ex-Haken) na keytarze, a drugi zaprezentował potężne solo. Całości dopełnił znakomity gitarzysta Eric Gillette, znany z występów z grupą Neala Morse’a. Usłyszeliśmy kompozycje z obu płyt studyjnych, w tym tegorocznej, jeszcze ciepłej „Ceiba”.

Postaw kawę dla Maj Music na buycoffee.to

Chciałoby się powiedzieć „a po nich tylko popiół”, ale to nieprawda, bo Rendezvous Point też miało asa w rękawie, a właściwie dwa. Obecnie, norweski zespół ma dwa główne filary, na których opiera się ich brzmienie, choć nie można niczego zarzucić pozostałym muzykom. Pierwszym jest oczywiście wokalista Geirmund Hansen, z mocnym, czystym głosem, charakterystyczną prezencją i nadpobudliwością sceniczną. Drugi to Baard Kolstad, na co dzień perkusista Leprous, niemal dowodzący grupą z podwyższonego podestu, dzięki któremu można było jeszcze lepiej podziwiać jego nienaganną technikę i ogromną moc. Norwegowie nie mają obecnie żadnej nowej płyty, więc zagrali przekrojowo, podobnie jak Kingcrow. Zabrzmieli krystalicznie, nowocześnie i przestrzennie. Bardzo wysoka forma. Nie zabrakło też odrobiny szaleństwa jak wtedy, gdy Geirmund polał Baarda wodą (zobaczycie to na świetnym zdjęciu Michała poniżej!).

Znakomity festiwal. Bardzo dobra, sprawna organizacja, wygodne, dobrze nagłośnione miejsce, zabawny, choć trochę za dużo przeklinający konferansjer, a przede wszystkim cztery świetne występy, w tym dwa właściwie wybitne i ciekawe spotkanie ze znanym muzykiem na deser. Gratulujemy SKK ScenaArt niezwykle udanej imprezy i trzymamy kciuki za kolejne odcinki Kujawsko-Pomorskiego Programowania Kultury.

Views: 14

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.