To było spełnienie fotograficznego marzenia. Zespół Leprous uwielbiam od wielu lat i zawsze chciałem zrobić im zdjęcia. Okazja nadarzyła się podczas koncertu wyjątkowego bo Panowie z Norwegii przyjechali do nas ze specjalnym show z okazji 10-lecia wydania płyty „Bilateral”. To zawsze jest przyjemność oglądać Einara Solberga i jego kompanię na żywo choć muszę przyznać, że nie był to najlepszy ich koncert na jakim byłem. I nie chodzi tu o dobór repertuaru (płytę „Bilateral” tak naprawdę odkrywam dopiero teraz) ale o nagłośnienie tego występu. Niestety przez prawie połowę tego koncertu było słuchać dobrze jedynie wokal z perkusją (która była ewidentnie za głośno). Dopiero gdzieś od utworu „Acquired Taste” się poprawiło… i od tego momentu ten koncert przeszedł na taki poziom jaki Leprous zazwyczaj prezentuje. Wszystko się zgadzało. A część po odegraniu całego „Bilaterala” to już majstersztyk. Panowie sobie to tak wymyślili, że po zagraniu od początku do końca jubileuszowej płyty wykonają po jednym utworze z każdego wydanego przez nich longplay’a (zabrakło tylko utworu z debiutu). I tak mogliśmy usłyszeć „The Cloak” („Coal”), „Below” („Pitfalls”), „The Price” („Congregation”), „From The Flame” (Malina”) oraz „Nighttime Disguise”” z najnowszego dziecka czyli z płyty „Aphelion”. I tutaj już można było zbierać szczękę z podłogi. Muzycy szaleli na scenie, oczywiście w pewnym momencie Baard Kolstad zdjął z siebie koszulę i grał na perkusji jak opętany a publiczność dała się ponieść tym emocjom. I mimo, że nadal trwamy w pandemii to 3/4 Progresji było wypełnione co cieszy. To było około 100 minut prawdziwego scenicznego szaleństwa, które z chęcią powtórzę w przyszłym roku jeśli Leprous przyleci promować najnowszy album „Aphelion”, który zapewne znajdzie się w naszym Majmuzycznym Podsumowaniu Roku. Na razie jednak zapraszam na pierwszą z galerii z piątkowego wieczoru.
Views: 137




























