(20.02.2026, Lynx Music)
- Reincarnations part 2
- A World Full Of Spies
- The Killing Song Of Sirens
- When I Fall
- Records From My Shelf
- Name On The Sand
- Generation War
- Envy
- Penelope
- Light Your Cigar
- Like Father Like Son
- Twelve Spaceships
- Hope Dies Last
- The Goldfish
- Odysseus
- The Sounds Of War
- The Game
- Through The Looking Glass (Past The Veil Of Clouds)
- That Was 30 Years Ago
Muszę szczerze przyznać, że niezwykle rzadko zdarza mi się recenzować wydawnictwa koncertowe upamiętniające wydarzenia, w których miałem przyjemność brać udział. I to naprawdę wielką, bo wspaniały, zeszłoroczny koncert Millenium w Krakowie, kiedy to zespół świętował ćwierćwiecze istnienia, wspominam bardzo miło. Niedawno ukazał się album dokumentujący tamten pamiętny wieczór w Nowohuckim Centrum Kultury.
Album „Universum” (grupa występowała wówczas dokładnie jako „Millenium Universum” prezentując kompozycje także z repertuaru tRKproject, Framauro i FatherSon) otrzymujemy w trzech różnych wersjach – na podwójnym kompakcie (taką też opisuję w niniejszej recenzji), oczywiście Blu-ray i odchodzącym powoli do lamusa, ale wciąż wspieranym formacie DVD. Muszę zacząć koniecznie od aspektów wizualnych. Wydawnictwo zdobi piękna okładka autorstwa Marcina Chlandy, od jakiegoś czasu stałego współpracownika lidera Millenium, Ryszarda Kramarskiego. Motyw oka i otwierających się wrót do innego świata (uniwersum?) jest wyjątkowo majestatyczny i robi wrażenie. W środku digipacka znajdziemy z kolei fotografie wykonane wówczas wyłącznie przez Michała Majewskiego (tak, szefa Maj Music). Wybór prac od jednego autora był bardzo dobrym pomysłem, bo przynajmniej wszystkie są utrzymane w jednolitej stylistyce, a cechuje je równie wysoka jakość. Zdjęcia dobrze oddają też charakter samego koncertu, miło jest powspominać te wszystkie uśmiechnięte twarze muzyków.
Muzycznie, mamy tu jeden do jednego odtworzony koncert Millenium z tamtego wieczoru. Nacisk postawiono maksymalnie na muzykę, ograniczając zapowiedzi i reakcje publiczności do minimum. Przez to, wydawnictwo trochę traci spontaniczny charakter tego rodzaju albumów, ale z drugiej strony, nic nie przeszkadza w delektowaniu się muzyką (jak przypomnę sobie niektóre płyty live, gdzie słychać po kilkanaście sekund oklasków, to robi mi się słabo). A tu naprawdę jest się czym delektować. Brzmienie – żyleta, na ile było to możliwe oczywiście, ale zdecydowanie bez zarzutów. Album został wyprodukowany profesjonalnie, jest dynamicznie i głęboko, z dużą ilością szczegółów. Wiadomo, Kamil Konieczniak, którego nazwisko od dawna jest marką samą w sobie. Wszystko to sprawia, że nawet z poziomu kanapy można rozkoszować się występem, jakby znowu się tam było, zresztą, koncert był przecież na siedząco, więc wspomnienia wracają niemal automatycznie.
W przypadku płyt koncertowych często zastanawiam się, czy warto w nie inwestować. Jak jest w tym przypadku? Mówimy o wydawnictwie dokumentującym 25 lat istnienia jednego z czołowych polskich zespołów neoprogresywnych. Album został starannie przygotowany i elegancko wydany, pięknie prezentuje się na półce. Stanowi też jedyną okazję, żeby posłuchać tych wszystkich kompozycji (nie tylko Millenium przecież) w tych konkretnych wykonaniach. Chyba każdy sam jest już w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie z początku akapitu.
Views: 42

