(Farna Records, 14.11.2025)
- Olympics
- Rush
- Into the Dark
- Road to Elysium
- Hope
- It’s All Right Now
- Free Fall
- Towards Silence
- Constant Run
- Shades
- Long Voyage
- Starry Night
Takie kolaboracje nie zdarzają się u nas często! Gdy jeden z liderów współczesnej muzyki elektronicznej dobiera się z mistrzem progresywnej gitary, to wiedz, że coś się dzieje! W zeszłym roku na rynku ukazał się album „Elysium” duetu Robert Kanaan & Maciej Meller.
Tytułowe Elizjum odnosi się do wiecznego raju w mitologii starożytnej Grecji, pierwotnie zarezerwowanego dla bohaterów i osób obdarzonych przez bogów nieśmiertelnością. Później rozszerzono go o błogosławionych zmarłych i tych, którzy wiedli prawe życie. Elizjum jest często przedstawiane jako kraina idealnego szczęścia, położona na krańcu Ziemi, gdzie wybrani przez bogów mogli cieszyć się błogim życiem pozagrobowym. Wyobrażam sobie, że materiał zawarty na wspólnej płycie Roberta Kanaana i Macieja Mellera mógłby stanowić ścieżkę dźwiękową do takiej scenerii.
Otrzymujemy trwający około 65 minut epos zawierający wszystkie najlepsze elementy muzyki ambientowej i progresywnej o charakterze ilustracyjnym. Zaskakuje spora różnorodność materiału, który potencjalnie mógłby być bardzo homogeniczny i jednostajny. Mamy tu jednak różne klimaty i nastroje, a środek ciężkości lubi często zmieniać swoje położenie. Wspaniała jest również dynamika poszczególnych kompozycji, które trzymają w napięciu nawet, jeśli pozornie niewiele się w nich dzieje.
W bardzo dużym uproszczeniu, większość utworów oparta jest na klawiszowych tłach, przez które przedziera się gitara Macieja. Przy czym, obaj muzycy stosują różne patenty. Otwierający album „Olympics” to monumentalna kompozycja z podniosłą atmosferą i brzmieniem nawiązującym do lat 80-tych. Do tej samej dekady sięga „Into the Dark”, choć tu nostalgiczna aura i brzmienie mogą szczególnie kojarzyć się z Camel. Zresztą, solówki gitarowe ze szkoły Davida Gilmoura i Andrew Latimera nie powinny dziwić nikogo, kto zna twórczość Quidam. Szczególnie mocno słychać to w „Rush”, „Hope” i „Towards Silence”. Co do stylistyki stosowanej przez Roberta Kanaana, trzeba zwrócić uwagę na spory eklektyzm. Z jednej strony mamy oparty na eleganckich syntezatorowych tłach „Hope” czy chyba najbardziej ambientowy i kosmiczny w zestawie „Free Fall”, a z drugiej lekko jazzujące pianino w „Road to Elysium”, „It’s All Right Now” (tu także subtelne nawiązania do muzyki symfonicznej) i „Towards Silence”. Ciekawostką są aż cztery bonusowe, niewymienione na okładce utwory, z których największe wrażenie zrobiły na mnie podniosły „Shades” z tęskną solówką gitarową i „deadcandance’owy” „Long Voyage”.
Nie chciałbym zostać źle zrozumiany, ale jest to niemal szokująco dobra płyta! Tak potężny materiał utrzymany w spokojnej, a jednak porywającej i nietypowo zróżnicowanej stylistyce. Znać osłuchanie i talent obu artystów. Zdecydowanie polecam i liczę na kontynuację, a największym marzeniem byłoby usłyszeć „Elysium” na żywo…
Views: 24

