W minioną środę do Krakowa, po siedmiu latach przerwy, powrócił Impact Festival. Zresztą, pod adekwatną do tego powrotu nazwą, IMPACT IS BACK.
Napisałem, że do Krakowa, bo choć wcześniejsze edycje w latach 2012-2019 gościły w różnych miastach, to trzy ostatnie odbyły się właśnie w krakowskiej Tauron Arenie. Ta tegoroczna miała „troszeczkę pod górkę”. Bo fani cięższych brzmień, przypominając wcześniej występujących na Impactach artystów (Tool, Black Sabbath, Red Hot Chili Peppers, Korn, Rammstein, Slipknot, Ozzy Osbourne, Alice In Chains, System of a Down, Ghost, Aerosmith, Gojira, czy Linkin Park) narzekali, że to tylko jednodniowa impreza i że tak naprawdę w tym roku to „tylko” Limp Bizkit. Do tego, w ostatniej chwili, wypadł ze składu – jak napisano z powodu „nieprzewidzianych okoliczności” – amerykański raper Nettspend i organizatorzy zmuszeni zostali naprędce szukać zastępstwa, które wypełnił ostatecznie polski raper Drabusheyka, dając 20-minutowy set, mocno odstający wszak od rockowej konwencji całego wieczoru. Ostatecznie impreza wypadła niezwykle okazale, bo „tylko” Limp Bizkit, przy naprawdę ładnie wypełnionej Tauron Arenie, dał taki koncert, że czapki spadały z głów (i to nie tylko czerwone)!
Ale po kolei. Bo przed ekipą Freda Dursta na scenie zameldowało się trio, któremu przewodziła Ecca Vandal, prywatnie partnerka Richiego Buxtona, koncertowego basisty Limp Bizkit, który zastąpił zmarłego w ubiegłym roku Sama Riversa. Pochodząca z RPA a mieszkająca na co dzień w Australii artystka promowała tym występem swój wydany w maju tego roku album „Looking for People to Unfollow”, który praktycznie wypełnił całą setlistę. Jej set łączący w sobie elementy alternatywnego rocka, metalu, rapu, czy hip-hopu, zwieńczony singlowym „Sorry! Crash!”, dobrze wprowadził zebranych w występ tych, na których wszyscy czekali.
Limp Bizkit to koncertowa maszyna i pewniak. Zanim punktualnie o 21:15 wyszli na scenę z głośników poleciał słynny hit Wham! Wake Me Up Before You Go-Go. Później zresztą, w przerwach między utworami, muzycy częstowali zebranych innymi przebojami lat osiemdziesiątych (była nawet niemiecka Nena), co fantastycznie urozmaicało występ i dawało nieco rozluźnienia między kolejno odpalanymi ciężkimi petardami. Gdy na samym początku zaserwowali „Out of Style” wiadomo było, że tego wieczoru jeńców brać nie będą. I w istocie tak było, bo setlista kipiała od ich największych killerów. Zebrani usłyszeli między innymi: „My Generation”, niezniszczalny i jak zwykle rozwalający system „Break Stuff” (powtórzony zresztą na bis), „Rollin’ (Air Raid Vehicle)”, „Re-Arranged”, „Take a Look Around”, „Nookie”, czy „Hot Dog”.
Przecudnie zrobiło się na obowiązkowym „Behind Blue Eyes”, podczas którego cała sala rozświetliła się od smartfonowych latarek. A skoro przy coverach jesteśmy (wszak to klasyk The Who), nie zabrakło kolejnego „okołoWham!owego” wątku w postaci „Faith” Georga Michaela. Przefajnym elementem bawiącym publiczność było wyświetlanie co jakiś czas na dużym ekranie za sceną memów pokazujących znane gwiazdy z różną mimiką twarzy i z podpisem, np. When Elton John hears Limp Bizkit. A „dostało się” jeszcze choćby Kanye Westowi, Tomowi Cruise, Joaquinowi Phoenixowi, czy Metallice. Mógłbym też zażartować, że komfortową pracę mieli podczas tego koncertu również dziennikarze, bowiem wraz z każdym kolejnym utworem, na wielkim ekranie, pojawiał się jego tytuł a nawet wszystkie teksty (!!), co tylko pozwalało zebranym towarzyszyć w śpiewaniu Durstowi.
Momenty? Jak zwykle entuzjazm wzbudziło wykonanie „Full Nelson” z dwojgiem fanów na scenie. To praktycznie od trasy Still Sucks w 2022 roku już kultowy element koncertów grupy. Także i tym razem Durst wnikliwie i z pietyzmem wypatrywał w tłumie najbardziej oddanych fanów, często z transparentami, po czym wybrał dziewczynę i chłopaka, którzy zaprezentowali się naprawdę fantastycznie i to zarówno wokalnie, jak i tanecznie. Do tego, z perspektywy trybun, pięknie było oglądać morze głów na płycie, na której co chwilę, w różnych miejscach, tworzyły się circle pity, czy mosh pity.
Czy można powiedzieć, że było to jedno z najważniejszych tegorocznych koncertowych wydarzeń w naszym kraju? Z pewnością!
Views: 21

