Lyrre – „Nothing Is Promised” – Recenzja

Lyrre„Nothing Is Promised”

(07.05.2026, własnym sumptem)

  1. Nothing Is Promised 03:38
  2. Still Human 05:47
  3. Orchard 04:39
  4. Eos 04:51
  5. Ephemeral 05:13
  6. The Well 05:15
  7. Oracle 04:36

Lyrre to krakowski zespół prowadzony przez śpiewającą i grającą na lirze korbowej Michalinę Malisz, która niegdyś występowała w uznanym w świecie folk metalu szwajcarskim Eluveitie. Nie jest to dokładnie taka sama muzyka, ale są pewne punkty wspólne. W tym roku ukazała się druga płyta Lyrre, zatytułowana „Nothing Is Promised”.

Z wspomnianymi Szwajcarami niewątpliwie łączy Krakowian zamiłowanie do łączenia metalu i folku, choć w nieco inny sposób i nie w tych samych proporcjach. Obecny zespół Michaliny nie ma tego rozmachu, co bardziej znani koledzy (i koleżanki) z kraju banków i sera, ale może dzięki temu brzmi naturalnie, bez szczególnego zadęcia i z klasą. Oczywiście nie brakuje też podniosłej atmosfery, która w tego rodzaju muzyce jest niemalże nieodzowna. Część metalowa brzmienia Lyrre jest solidna i nowoczesna, większość utworów oparta jest na potężnych riffach gitarowych i naprawdę nieźle gniotącej sekcji rytmicznej. Całość łagodzi nie tylko czysty głos liderki (bo i ten bywa drapieżny kiedy trzeba), ale też chwytliwe melodie, które sprawiają, że utwory nie zlewają się ze sobą. Do tego oczywiście dźwięki wydobywające się z liry korbowej, która stanowi trzon folkowej duszy na „Nothing Is Promised”. Nie dominuje jednak szczególnie w brzmieniu, dlatego można powiedzieć, że Lyrre wykonuje porządny modern metal z elementami folku, a nie typowy folk-metal ze skocznymi melodyjkami i tysiącem ginących w ogólnym natłoku „przeszkadzajek”. Podoba mi się konkret, który bije od muzyki obecnej grupy Michaliny, bo w tym gatunku rozwodnienie brzmienia jest niestety częstym i dość poważnym grzechem. Z drugiej strony, ciężar nie jest przytłaczający, nie przysłania nośnych linii melodycznych. Wyjątkowo, nie będę wyróżniał poszczególnych utworów, bo materiał trwa jedynie niecałe 35 minut, jest zatem zwarty i całkiem wyrównany pod względem jakości, dobrze słucha się go od początku do końca.

Nie ukrywam, że Lyrre było dla mnie sporym zaskoczeniem jako, że wcześniej nie miałem z nimi styczności. Szczęśliwie, w tym przypadku była to przyjemna niespodzianka. „Nothing Is Promised” to bardzo udany album, nie tylko dla zagorzałych fanów metalu z folkowymi naleciałościami, ale generalnie dla miłośników ciężkich brzmień w nowoczesnym wydaniu.

Views: 5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.