Birds in Row + Dom Zły, VooDoo Club, Warszawa, 27.09.2026 – Relacja

Z małymi koncertami czasem jest wesoło, bo dopiero na miejscu okazuje się, że wcale nie są one takie małe. Tak było w przypadku ostatniego występu Birds In Row w warszawskim Voo Doo Clubie.

Może pewien wpływ miał na to dobór supportu. Dom Zły sam jest już naprawdę sporą nazwą na współczesnej polskiej scenie black metalowej. Wierzę, że nawet tylko oni mogli przyciągnąć sporą część publiczności, co było widać po koszulkach. Próbując wejść (!) do większej sali Voo Doo napotkałem opór w postaci ściany ludzi, której nie było początkowo widać przez dość skromne oświetlenie w pomieszczeniu. Niski sufit nie tworzy idealnych warunków akustycznych, zwłaszcza dla tak gęstej i intensywnej muzyki, ale ze sceny wylewały się tony mrocznej atmosfery. Dom Zły tworzy dla ludzi, którzy nie widzą nadziei i lubią się dołować, ale może dla niektórych jest to na swój sposób katarktyczne. Sam głównie doceniam brzmienie i klimat, a te były absolutnie pierwszorzędne, podobnie jak energia i zaangażowanie muzyków. Konferansjerka podczas koncertu była minimalna, ale na końcu wokalistka pięknie podziękowała wszystkim zaangażowanym w trasę z okazji dziesięciolecia zespołu, którą zakończył właśnie ten występ.

Z tego, co wiem, to był pierwszy koncert Francuzów w Warszawie, co zapewne nie było bez znaczenia dla znakomitej frekwencji tego wieczoru. Myślę, że obecna trasa może być dla wschodzących gwiazd współczesnego screamo trudna, bo podobno nie grali od roku, a ostatni materiał wyszedł przecież cztery lata temu! Można więc powiedzieć, że Birds In Row przyjechali do nas trochę z pustymi rękami, ale zostali przyjęci gorącymi owacjami. Muzycy zresztą podkreślali, że zawsze bardzo dobrze gra im się w Polsce. Nic dziwnego, jak mają takich fanów. Środek sali momentalnie zamienił się w wir szalejących ludzi, którzy skakali, szamotali się i śpiewali razem z wokalistą. Zespół wytworzył bardzo energetyczną atmosferę, z charakterystycznym nerwem i intensywnym pulsem. Zaskoczyła mnie naprawdę zaawansowana technika muzyków, którą było słychać, mimo całej tej kotłowaniny, co uważam za duży plus w tym potwornym żywiole. Poza samymi dźwiękami, jak na porządnych hardcore’owców z punkowymi duszami przystało, nie zabrakło też płomiennych przemów politycznych, dotyczących przede wszystkim tematów antywojennych i tolerancji. Podobał mi się żart o tym, że protestowanie to sport narodowy Francuzów, choć dotyczył nowego prawa, zgodnie z którym podobno policja może obecnie strzelać do protestujących. Nie mam pojęcia, ile w tym prawdy, ale brzmi przerażająco.

Całość nie trwała długo, ale przy tej intensywności w zupełności wystarczyło. Lubię od czasu do czasu pójść na dobry black metal i hardcore, a tego wieczoru były one najwyższej próby i miały swój klimat. Nawet jeśli ciężko było się poruszać po klubie, choć to dobrze świadczy o popularności koncertu.

Views: 4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.