Biohazard + Cro-Mags, Schizma, Sworn Enemy, Striking 13, Progresja, Warszawa, 21.07.2026 – Relacja

To był hardcore’owy wieczór, dosłownie i w przenośni. Biohazard w ramach obecnej trasy zagrał aż trzy koncerty w Polsce, między innymi w warszawskiej Progresji. Tam miałem przyjemność się pojawić.

Zespół obecnie objeżdża Europę w naprawdę doborowym towarzystwie. Pierwszym supportem był STRIKING 13, który zastąpił na całej trasie Vio-Lence. Załoga z Los Angeles jest dość świeża i ma jeszcze skromny dorobek, ale zaprezentowali się jak zawodowcy. Ich hardcore jest pełen metalowych naleciałości, przede wszystkim pancernych riffów, niczym metalcore 20 lat temu, zanim ten ostatni zaczął mocno flirtować z popem. Dobry początek.

Drugim zespołem w zestawie był ku mojemu zaskoczeniu SWORN ENEMY, będący członkiem całej trasy, a nie lokalny support, ale to dobrze świadczy o pozycji naszej ekipy. Pierwsza z trzech (!) tego wieczoru grup z Nowego Jorku weszła mocno i tak pozostała do końca. Gdy widzisz trzy gitary na scenie, to wiedz, że coś się dzieje. Amerykanie nie brali jeńców, jechali ciężko i intensywnie od początku do końca, przekrojowo, bo nie mają na koncie żadnej świeżej płyty. Wokalista podkreślał, że Polska jest ich ulubionym miejscem do grania, choć był zaskoczony, że większość osób w Progresji widziała ich pierwszy raz.

SCHIZMA reprezentuje bardziej klasyczne podejście do hardcore’owej sztuki, ze znacznie mniejszą ilością metalowych naleciałości, ale nie oznacza to wcale lżejszej gry. Pochodzący z Bydgoszczy, jeden z najdłużej istniejących polskich zespołów na tej scenie, wciąż promuje wydany w 2023 roku album „Upadek”, który miał liczną reprezentację w koncertowej setliście („Tylko i Aż Tyle”, „Patologia”, „Wciąż Głodny”, „Intruz” i „To Nie Koniec” wykonany paradoksalnie na zakończenie setu). Choć nie zabrakło też zadedykowanego zmarłym kolegom „All But Hearts” z kultowej płyty „State Of Mind”. Jedyny polski akcent całego wieczoru zaprezentował się godnie i z energią.

Gościem specjalnym tegorocznej trasy Biohazard był CRO-MAGS, który obecnie, po zawarciu ugody z Johnem Josephem i Mackie’m Jaysonem funkcjonuje bardziej jako „Harley Flanagan band”. Oczywiście, lider obstawił się dobrymi muzykami, ale wiadomo, że i tak to on stanowi główną oś napędową całości. I choć nie śpiewa wybitnie, a jego gra na basie zwykle ginie w koncertowym żywiole, nie można odmówić mu ogromnej charyzmy i jednak pokory, bo mimo statusu legendy nie gra jako główna gwiazda, ale i tak daje z siebie wszystko. Setlista była przekrojowa, ale uwzględniła sporo klasycznych kawałków ze słynnego debiutu „The Age of Quarrel” (choćby „Hard Times”, „Street Justice”, „We Gotta Know”, „World Peace”).

W przypadku BIOHAZARD od początku było widać doświadczenie i profesjonalizm. Banery, wielka flaga z logiem zespołu za muzykami, dobre światła i intensywna energia, która udzielała się publiczności. Niby banda twardzieli, która cały czas tłucze dość jednolity hardcore w podobnym stylu (od kilku lat znowu w oryginalnym składzie), ale w wydaniu koncertowym panowie brzmią naprawdę potężnie i wiarygodnie. Trochę na zasadzie „jaki koń jest każdy widzi”, ale ta moc i pewność siebie robiły duże wrażenie. Nie zabrakło też otwartego serca, jak w momencie, gdy muzycy kazali wyciągnąć spod barierek małą dziewczynkę i umieścili ją z boku sceny, gdzie została już do końca występu. Wracając do zespołu, znakomicie sprawdza się duet Evan Seinfeld / Billy Graziadei, którzy wymieniają się partiami wokalnymi, grają, skaczą i sterują tłumem w sporych rozmiarów circle pitcie. Nie zabrakło też polskich akcentów – Billy Graziadei mówiący trochę po naszemu czy pochodzący z Polski techniczny zespołu. Setlista nastawiona była głównie na dwa albumy – debiutancki „Urban Discipline” i zeszłoroczny „Divided We Fall”, między którymi nie było słychać szczególnej różnicy.

Święto hardcore’u. Te dwa słowa w zupełności wystarczą, by podsumować tamten wieczór. Cieszy, że ta muzyka jeszcze nie zginęła i nawet w dość klasycznej formie wciąż ma swoich miłośników, którzy mogą cieszyć się nią na koncertach. A to jest naturalne środowisko tego rodzaju brzmień.

Views: 11

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.