ProgRockFest 2026, Sala Widowiskowa, Legionowo, 05.09.2026 – Relacja

Ze wstydem przyznaję, że najbliżej położony mojego miejsca zamieszkania festiwal progresywny odwiedzam nieregularnie. Czasem nie mogłem, sama impreza miała przerwę, a w zeszłym roku termin pokrył się z koncertem Candlemass w Progresji i trzeba było dokonać dramatycznego wyboru. Na szczęście w tym roku udało mi się przybyć do Legionowa na jubileuszową, dziesiątą edycję Prog Rock Fest.

Sala Widowiskowa przy urzędzie miasta gościła w tym roku naprawdę mocny skład, organizatorzy bardzo się postarali, jak zawsze zresztą. Wieczór otworzył występ pochodzącego z Wrocławia Less Is Lessie. Grupa, ograniczona obecnie do kwartetu, dała niesamowity, premierowy występ, podczas którego odegrała w całości nadchodzącą, nową płytę „2 Levels Of Truth”, która powinna mieć swoją premierę w przyszłym roku. Brzmienie zespołu zdecydowanie zgęstniało, a partie wokalne są jedynie sporadyczne. Szykuje się kolejna niezwykła przygoda z urbanistyką Wrocławia w tle, co sugerowały zaprezentowane przez zespół wizualizacje na wielkim ekranie za muzykami.

Kolejny koncert był równie magiczny, choć zdecydowanie bardziej pogodny i rodzinny. Nie może być inaczej, gdy na scenie pojawiają się panowie Krzysztof Lepiarczyk i Marek Smelkowski. Duet, wraz z muzykami towarzyszącymi, wreszcie zaczął wykonywać na żywo utwory z trzech wspólnych płyt – debiutanckiego i jak na razie jedynego albumu projektu Padre („From Faraway Island”) oraz dwóch krążków wydanych pod nazwiskiem Krzysztofa, gdzie podstawę tekstów stanowiły wiersze słynnych polskich poetów – Stanisława Wyspiańskiego („Jakżeż Ja Się Uspokoję”) oraz Adama Asnyka („Album Pieśni”). To był niezwykle ciepły, kojący występ, ze znakomitym głosem Marka Smelkowskiego oraz świetnymi solówkami gitarowymi jego syna Igora.

Podobnie można napisać o następnym zespole, który wystąpił podczas dziesiątej edycji Prog Rock Fest, choć tym razem przenieśliśmy się do Włoch. Zespół Alcàntara wystąpił w Polsce po raz pierwszy, co jest dużą gratką dla fanów europejskiego prog rocka. Grupa zasłynęła w 2020 roku znakomitym debiutem „Solitaire”, co w zeszłym roku poprawiła nową płytą – „Tamam Shud”. Koncert Włochów oparł się na tym drugim albumie, ale nie zabrakło też pięknego wykonania choćby „After the Flood”. Muzycy wytworzyli mistyczną, nieco odrealnioną atmosferę, również za sprawą wizualizacji, choć ta z Prometeuszem była wyjątkowo mroczna. Irytujące były tylko drobne problemy techniczne i brak klawiszy.

Główną gwiazdą dziesiątej edycji Prog Rock Fest był zasłużony dla Legionowa zespół, który wystąpił tu już po raz trzeci. Pierwszy raz w 2017 roku, gdy Amarok wracał na scenę po wielu latach niebytu, rok później wraz z Colinem Bassem, a teraz jako finałowy zespół. Ładna klamra, piękne podsumowanie nowożytnej kariery kolektywu Państwa Wojtasów. Cztery osoby na scenie, łącznie pewnie kilkanaście różnych instrumentów, w tym gitary, klawisze, bębny, skrzypce, harmonium, theremin i liczne instrumenty perkusyjne. Jednak przede wszystkim, jedyny w swoim rodzaju klimat, nie tylko progresywny, ale również etniczny, niemal baśniowy. I ten otulający głos Michała… Od czasu premiery ostatniej, jak do tej pory, płyty „Hope”, grupa rzadko zmienia koncertowy repertuar, a trochę szkoda, bo „Anonymous” jako jedyny reprezentant albumu „Hunt” to trochę za mało. Nie zmienia to faktu, że Amarok zakończył festiwal w wielkim stylu.

Mam szczere nadzieje, że obawy Mikołaja Madejaka, szefa imprezy, związane z kolejną edycją festiwalu to tylko specyficzna kokieteria. Nie wyobrażam sobie polskiej mapy festiwali progresywnych bez Prog Rock Fest. Powrót do tego miejsca był dla mnie ogromną przyjemnością i liczę na kolejną okazję za rok!

Views: 6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.