Beyond The Event Horizon – „Contact” – Recenzja

Beyond The Event Horizon„Contact”

(22.04.2026, Oskar Records)

  1. In 00:57
  2. Mind 06:46
  3. Running nowhere 05:39
  4. Echo of L.O.O.T. 06:18
  5. Beyond part 1 05:07
  6. Beyond part 2 04:12
  7. L.O.O.T. 06:45
  8. Out: planet sound waves 05:41

Po pewnych perturbacjach i przetasowaniach w składzie, powraca zespół Beyond The Event Horizon! To spore zaskoczenie, zwłaszcza, gdy spojrzymy na personalia muzyków stojących za premierowym, tegorocznym materiałem, zatytułowanym „Contact”.

Po odejściu Tytusa Adamczewskiego wydawało się, że losy zespołu są już z grubsza podzielone. Nic bardziej mylnego. W składzie pozostali gitarzysta Adam Kowalka oraz perkusista Paweł Michałowski, do których sensacyjnie powrócił basista Jakub Puszyński (aż dziw, że nie pisali o tym w Fakcie!). Jakby tego było mało, „Contact” otwiera zupełnie nowy rozdział. Wraz z utworem „Echo of L.O.O.T.” grupa przekształca się w wokalny kwartet! Przypominam, że dotąd był to zespół grający wyłącznie instrumentalnie. Za mikrofonem stanęła Asia Malicka, póki co, w jednym utworze, ale zakładam, że to tylko początek owocnej współpracy. I choć podejrzewam, że Beyondzi pewnie poradziliby sobie dalej w niezmienionej formule, to trzeba przyznać, że dołożenie wokalu raczej im nie zaszkodzi, zwłaszcza w przypadku mocnego i niskiego głosu Asi, obdarzonej bardzo ciekawą, lekko drapieżną barwą.

Poza damskim głosem w jednej kompozycji, stylistyka twórczości Poznaniaków nie uległa drastycznym zmianom. W dalszym ciągu mamy do czynienia z mieszanką post- i prog rocka w kosmicznym klimacie, z dużym udziałem klawiszy, ale bez space rockowych czy psychodelicznych wycieczek. Tu nikt nie zakłada kolorowej, zbyt obszernej koszuli i nie łapie za sitar, lecz chwyta za gitarę i spuszcza łomot porządnym riffem, opartym na intensywnej grze sekcji rytmicznej, a wszystko to zostaje podlane klawiszami rodem z filmów science-fiction (chociażby „Mind” czy „Beyond part 1”, ale ogólnie brzmienie albumu jest dość jednolite pod tym względem). Co nie oznacza, że grupa nie pozwala sobie na czerpiące z ambientu zakończenie albumu w postaci „Out: planet sound waves”.

Pochwalić należy produkcję i oprawę. Za głębokie niczym dno oceanu i ciemne bardziej niż bezgwiezdna noc brzmienie albumu odpowiada Przemysław Wejmann i jego Perlazza Studio, które od dawna słynie z jakości. Nie inaczej jest w przypadku „Contact”, co tylko uprzyjemnia…tytułowy kontakt z płytą. Wrażenie zrobiło na mnie też wydanie digipacka – kartonik pokryto specjalnym lakierem dającym efekt błyszczenia i trójwymiaru, ale to trzeba wziąć w rękę, bo żadna grafika tego nie odda.

Obcowanie z nowym krążkiem Beyond The Event Horizon daje dużo satysfakcji, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to okres przejściowy. Wszystko zatem się zgadza, zespół wrócił w glorii i chwale, ale podejrzewam, że rewolucja dopiero nadejdzie i jej najbardziej nie mogę się doczekać.

Views: 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.