(26.05.2026, własnym sumptem)
- Afterlife 04:35
- Lieflower 04:16
- Reality-141 04:02
- Look at the Balls 04:27
- Danger 01:57
- Hardwired 04:23
- World of Insanity 04:16
- Alone 06:48
- Into the Sun 04:47
Hypnosaur to bardzo ciekawe i nieoczywiste zjawisko na polskiej scenie, dajmy na to, że około-stonerowej. Warszawski kwartet wydał niedawno drugi, pełny album studyjny, zatytułowany „Afterlife”, któremu z przyjemnością przyjrzałem się bliżej.
Po pierwszym kontakcie pomyślałem, że to jest polska odpowiedź na Spidergawd – rześko, żwawo, do przodu, melodyjnie i raczej w pozytywnym tonie. Grupa sama określa swoje brzmienie jako „jurassic punk”, co też jest w pełni zrozumiałe, zwłaszcza biorąc pod uwagę związaną z dinozaurami estetykę. Muzyce Hypnosaur nie brakuje punkowej bezpośredniości i produkcyjnego brudu, które wraz ze stonerową rytmiką tworzą pewien szkielet twórczości kapeli. Jednak to wszystko przykrywają kapitalne, momentalnie wpadające w ucho melodie i fantastyczne, „ejtisowe” klawisze (choćby „Afterlife” czy „Lieflower”). Mimo sporych kontrastów, całość brzmi zaskakująco spójnie i konsekwentnie. I mimo wszystko, dość eklektycznie, choć niby cały czas mamy do czynienia z przystępnym łojeniem. Z jednej strony, na myśl przychodzą nieco starsze zespoły jak Whitesnake czy Europe („Reality-141”), z drugiej tego rock’n’rollowego drive’u nie powstydziłyby się rozrabiaki z The Hives („Look at the Balls”). Obok szybkiego i agresywnego „Danger” pojawiają się ultra-przebojowe „Hardwired” i „World of Insanity”, które śmiało mogłyby pojawić się w repertuarze gotyckich smutasów z Unto Others, tylko trzeba by wyciąć te niemal dyskotekowe klawisze. „Alone” jest najdłuższy i najbardziej rozbudowany na płycie. Panowie nie śpieszą się, rozwijają powoli, jest dość mrocznie i dramatycznie, nawet wokalista trochę pokrzyczy zamiast pięknego, czystego śpiewu, który uprawia w pozostałych utworach. Album zamyka „Into the Sun”, kolejny hit, znakomicie prowadzony melodią, żwawym rytmem i klimatycznymi klawiszami. Oni chyba inaczej już nie potrafią.
Znakomita płyta! Zero kompleksów i zahamowań, pewność siebie poparta solidnymi umiejętnościami i szczerym talentem oraz przede wszystkim, bardzo oryginalnym pomysłem na siebie. Dziewięć kawałków, każdy jest potencjalnym hitem, który śmigałby wszędzie, gdybyśmy mieli normalny rynek. Dlatego właśnie doceniajmy i wspierajmy ambitne kapele w różnych niszach. Absolutnie polecam „Afterlife”, a Hypnosaur chętnie zobaczyłbym gdzieś na scenie!
Views: 19

