Lunatic Soul, Terminal Kultury Gocław, Warszawa, 06.11.2025 – Relacja

Tegoroczną trasę promocyjną nowego albumu Lunatic Soul trudno nazwać inaczej niż historyczną. Niby Mariusz Duda występował już, promując bodajże „Fractured”, jednak miało to znacznie skromniejszą formę. Tym razem, artysta poszedł na całość, a sam miałem przyjemność wziąć udział w spotkaniu, które odbyło się w Terminalu Kultury na warszawskim Gocławiu.

Pierwsza część miała charakter typowo promocyjny. Mariusz Duda opowiedział o kulisach powstawania albumu „The World Under Unsun”, bo jak stwierdził z rozbrajającą szczerością, prowadzone zwykle w tych okolicznościach wywiady przez dziennikarzy są nudne. Sam przedstawił wszystko w zwięzły i faktycznie ciekawy sposób, bez szczegółów technicznych, za to dużo mówił o swoich inspiracjach i sposobie pracy. Przeczytał też napisaną przez siebie historię bohatera z płyt Lunatic Soul, mocno przybliżając całą fabułę. Zgodnie z zapowiedzią, artysta odpowiedział również na pytania publiczności, zadawane spontanicznie z sali. W odpowiedziach nie zabrakło odrobiny firmowego sarkazmu, choć było widać, że Mariusz trochę się powstrzymuje, żeby nikogo nie obrazić.

Na drugą część wszyscy czekali najbardziej. Pierwszy regularny koncert Lunatic Soul, nawet jeśli niezbyt długi (choć uważam, że około 40 minut to, mimo wszystko, całkiem sporo) i w bardzo okrojonym składzie. Widać, że lidera projektu już trochę uwierają ramy, które sam sobie narzucił, dlatego wraz z nim wystąpił grający na gitarach (w tym elektrycznej!) Mateusz Owczarek. Obaj panowie obsługiwali też stopami instrumenty perkusyjne. Muzycy wykonali „The Prophecy”, „Loop of Fate” i „The New End” z nowego albumu (chyba jeszcze jeden tytuł uciekł mi w emocjach, musicie mi wybaczyć) oraz „Untamed”, „Gutter” i „The Passage” z dotychczasowej twórczości Lunatic Soul. Wykonania siłą rzeczy różniły się od oryginałów, głównie ze względu na udział gitary elektrycznej, ale wszystko było tak doskonale zaaranżowane, że właściwie nie miało to większego znaczenia, wręcz przeciwnie, było tym ciekawsze. Występowi towarzyszyła raczej daleka od perfekcjonistycznej natury Mariusza Dudy atmosfera spontaniczności. Widać było, że panowie przygotowali się, ale i tak uzgadniali niektóre zagrania na bieżąco. W tym miejscu muszę wyrazić absolutny podziw wobec Mateusza Owczarka, który znakomicie reagował na znaki od lidera i wspaniale wykonywał poszczególne partie. Miało to taki klimat, że teraz sam nie wiem, czy wolałbym występ LS z wersjami utworów znanymi z płyt czy jednak w formacie zaproponowanym podczas promocji „The World Under Unsun”. Tak czy inaczej, publiczność z pewnością byłaby zachwycona, tak jak tamtego wieczoru w Warszawie.

Views: 26

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.