Konrad Ciesielski – Koniec Collective, Niebo, Warszawa, 23.05.2026 – Relacja

Konrad Ciesielski znany jest jako dawny perkusista takich zespołów jak Blindead, Octopussy czy Tranquilizer, czyli raczej samo gęste. W zeszłym roku muzyk powrócił z doskonałą solową płytą zatytułowaną „Koniec”, która tak naprawdę wyznaczyła nowy początek. Niedawno mogliśmy usłyszeć ten materiał w całości w warszawskim Niebie.

Konrad określił towarzyszący mu na scenie zespół jako Koniec Collective, co daje pewien pogląd na charakter grupy – kolektywny, płynny, wspierający. Taką też atmosferę stworzyli muzycy zaproszeni do tego projektu. Zresztą, w Warszawie wystąpiła w większości ta sama ekipa, co na płycie. Materiał z albumu został zaprezentowany w niezmienionej kolejności, bez zbędnego kombinowania.

Głównymi towarzyszami lidera byli grający na basie i syntezatorach Wojtek Lacki oraz klawiszowiec Maciek Szkudlarek. Do takiego tria dołączali kolejni artyści zaangażowani w poszczególne utwory. Moją osobistą faworytką została saksofonistka Patrycja Tempska, nie ze względu na ładny uśmiech, tylko znakomite wyczucie, świadomość brzmienia i targające ciałem zaangażowanie – takich muzyków znakomicie się słucha i ogląda, płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Uwagę przyciągnął również Dawid Lipka grając na trąbce w znakomitym „Taganana” i ostatnim, zdaje się, że mocno improwizowanym utworze, wraz z Patrycją.

Jeśli chodzi o wokalistów, myślałem, że Gabriela Wasilewska zrobi na mnie większe wrażenie w „Miscommunication Land”, ale nie było źle. Powalający za to był występ Joanny Gośniowskiej-Budzisz w „Labyrinthine”, bardzo bliski Lisie Gerrard, ale chyba taki był zamysł, a wykonanie jeszcze potężniejsze niż w wersji studyjnej. Ale największym zaskoczeniem był „To Beginning”, w którym gościnnie zaśpiewał Jan Galbas (wcześniej zagrał na pianinie w „Out of Gravity”). Oryginalnie w tej kompozycji partię wokalną wykonywał Christopher Sawyer z ROSK, który nawet był obecny w klubie, ale z niewyjawionych przyczyn nie śpiewał. Jan Galbas wykonał „To Beginning” w tak głęboki i dramatyczny sposób, że jak dla mnie, to Konrad Ciesielski mógłby zrobić z nim kolejny album w całości. Chyba nikt by się na to nie obraził. W koncertowej setliście nie zabrakło również utworu „Znaczenie”, choć mówiona partia Bartosza Hervy’ego poleciała z taśmy, za to z poruszającym teledyskiem w tle, w którym wystąpił sam muzyk. Generalnie, całemu koncertowi towarzyszyły pasujące do klimatu muzyki wizualizacje wyświetlane na ogromnym ekranie za zespołem.

Występ Konrada Ciesielskiego miał jedną poważną wadę – był zdecydowanie za krótki. Materiał z albumu „Koniec” to ledwo 40 minut grania, do tego minimalne ozdobniki i trzy dodatkowe, ale raczej krótkie kompozycje – ambientowy wstęp z saksofonem, plemienny przerywnik zagrany głównie na bębnach i wspomniana już prawdopodobnie improwizacja z większością instrumentalistów, utrzymana w jazzowym, wciągającym klimacie. Po godzinie było już po wszystkim, to trochę za mało, ale liczę, że Konrad dopiero się rozkręca.

To był bardzo przyjemny wieczór w warszawskim Niebie. Panowała niezwykła atmosfera, aż szkoda, że nie każdy potrafił ją docenić, skupiając się bardziej na gadaniu lub nagrywaniu bardzo obszernych fragmentów występu (serio korzystacie potem z tego?), przeszkadzając tym samym osobom naprawdę skupionym na muzyce. Ale cóż, ludzi się nie zmieni, można im co najwyżej współczuć. Odczuwając jednak lekki niedosyt, liczę na więcej w przyszłości.

Views: 14

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.