AcidSitter – „Escape From Egoland”
(14.11.2025, Interstellar Smoke Records)
- Eleusis Dream 03:11
- Doomscroller’s Blues 04:34
- Killegos Attack! 04:40
- Your Eyes Were Orange Like The Sky 08:15
- OmeN 04:45
- PSYCHOPOMP 05:10
- Seven Is My Lucky Number 02:39
- Touched 03:55
- Look At The Sun 04:22
AcidSitter to krakowska grupa, która pierwotnie wydawała się być pobocznym projektem lidera Neal Cassady, Rafała Klimczaka, ale biorąc pod uwagę obecną przerwę (nie wiem, na ile permanentną) w działalności tej drugiej, twórcy „Make Acid Great Again” stali się chyba wiodącą ekipą Rafała. Po dwóch latach otrzymaliśmy kontynuację kwaśnej podróży, żeby nie powiedzieć tripu, tym razem pod frapującym hasłem „Escape From Egoland”. Jak twierdzą sami muzycy, nowa płyta, będąca zresztą koncept albumem, to „psychodeliczny manifest o potrzebie odrzucenia ego przez ludzkość. To opowieść o upadku, przebudzeniu i duchowym odrodzeniu w świecie, który dusi się od własnej pychy i nadmiaru”.
Pomysł na brzmienie AcidSitter jest teoretycznie prosty, ale dość nietypowy w dzisiejszych czasach, pełnych gonitwy za nowoczesnymi technologiami, które zespół zdaje się świadomie odrzucać. Panowie radośnie uprawiają mieszankę psychodelii, rock’n’rolla i stonera, z silnym garażowym sznytem. Żeby całość bardziej przypominała dźwięki z lat 60-tych, nagrań dokonano bezpośrednio na taśmę, pod okiem Maćka Cieślaka z zespołu Ścianka. Oczywiście, nie ma mowy o bezmyślnym podążaniu za łatką „vintage”, tylko twórczym korzystaniu ze znanych patentów i własnych inspiracji.
Otwierający album „Eleusis Dream” uderza mocnym riffem, ale szybko robi się nerwowo, z połamanym rytmem i zakręconymi gitarami (podobny patent odnajdziemy potem w „OmeN”, w którym muzycy ewidentnie przypomnieli sobie o stonerze). Brawa na końcu jak najbardziej uzasadnione. „Doomscroller’s Blues” to zasłużony singiel, przebojowy kawałek, który równie wiele zawdzięcza The Zombies, co Iron Butterfly, czyli klasyka psychodelii na pełnej. W „Killegos Attack!” zespół przyśpiesza, serwując rzadko spotykaną w takiej muzyce galopadę, ale z punkiem też im do twarzy. Podobnie jak z typowo hipisowską sennością w długim i rozbudowanym „Your Eyes Were Orange Like The Sky” (ależ świetne solówki gitarowe w space rockowym rozwinięciu!). Aż boję się pytać, co było brane podczas komponowania i nagrywania tego utworu. Wracając do skojarzeń, myślałem, że w „PSYCHOPOMP” za chwilę ryknie na nas Dave Wyndorf, bo w tym przypadku, Monster Magnet może być pewną wskazówką, gdy zespół nieco odlatuje w kosmos. Z kolei, w krótkim i zwartym „Seven Is My Lucky Number” powracają lata 60-te, i to w najlepszym, tanecznym wydaniu. Mocno zaskakuje „Touched”, bo jednak bluesa niekoniecznie spodziewałem się tu usłyszeć, choć ma on bardzo przetworzoną formę. Album zamyka pozornie beztroski, nomen omen „słoneczny” „Look At The Sun”, który pod koniec serwuje fajne, psychodeliczne odjazdy.
„Escape From Egoland” trochę uciekł mi pod koniec zeszłego roku, dlatego z dużą przyjemnością nadrobiłem tę zaległość. Lubię taką, klasycznie pojmowaną psychodelię, ale profesjonalnie brzmiącą, zarówno od strony produkcyjnej, jak i kompozycyjnej, co jest właściwie znakiem firmowym AcidSitter. Do tego, moim zdaniem, jest nieco ciekawiej i bardziej różnorodnie niż na debiucie, choć to wciąż kwaśna i kosmiczna jazda bez trzymanki. Uważajcie na grzyby, żeby komecie nie urwało ogona!
Views: 21
