Dokładnie tydzień temu miałem ogromną przyjemność uczestniczyć w znakomitym, metalowym wieczorze w krakowskim Klubie Studio, gdzie zaprezentowali się księciowie thrash metalu czyli zespół Testament wspierany przez Metal Church oraz Armored Saint. Zresztą we wspomnianym tygodniu fani metalu mocno zostali rozpieszczeni przez Knock Out Productions bo w Warszawie dwa dni wcześniej wystąpił Savatage wraz z Nevermore i uwaga… Armored Saint.
Tak, właśnie panowie z Los Angeles najpierw zagrali w warszawskiej Progresji a później otworzyli wieczór w Krakowie. I co ciekawe zaczęli go… 15 minut przed planowanym wyjściem na scenę. Dlatego jakim moim zdziwieniem było gdy wszedłem kilka minut spóźniony do Studia (ech te cholerne parkingi) a fotografowie byli już poza fosą no i wtedy okazało się, że Armored Saint chciało zagrać taki sam 45 minutowy set (na czasówce było 30 minut) i dlatego rozpoczęli wcześniej. A zagrali bardzo przyjemny dla ucha heavy metal gdzie prym wiódł przede wszystkim John Bush za mikrofonem.
To co trzeba nadmienić to, że od samego początku w Studiu było gęsto od zgromadzonych fanów co bardzo cieszy (podobno w Warszawie było tak samo). Na szczęście w czasie przerwy trochę spragnionej publiczności poszła się nawodnić więc ja skorzystałem i znalazłem sobie miejsce w pobliżu konsolety i tam spędziłem pozostałe dwa koncerty.
Metal Church powrócił po kilku latach nieobecności i wydał bardzo udany album “Dead to Rights”. Niezmordowany Kurdt Vanderhoof zebrał naprawdę świetną ekipę na czele z wirtuozem gitary basowej – Davidem Eleffsonem, który pokazał swój kunszt podczas tego koncertu. Jak już wspomniałem wcześniej Amerykanie promują tegoroczny album jednakże z niego usłyszeliśmy jedynie “F.A.F.O.”. Kurdt i koledzy postawili na klasykę i zagrali utwory z dwóch pierwszych albumów powstałych w latach 80-tych czyli “Metal Church” i “The Dark”. Było tłusto i mocno dzięki takim kompozycjom jak “Watch the Children Pray” czy kończące “Metal Church” Nagłośnienie bez większych zarzutów. Najgorzej radził sobie za mikrofonem Brian Allen, któremu od czasu do czasu uciekał głos – lecz cały występ na mocne 4 z plusem.
Podczas około 30-minutowej przerwy pojawiła się ogromna płachta z logiem gwiazdy głównej aby trzymać rąbek tajemnicy co tam się na scenie działo w czasie przygotowań jednakże 3 minuty przed 21 rozpoczęło się intro w postaci utworu „(You Gotta) Fight for Your Right (to Party!)” z repertuaru Beastie Boys a potem rządzili już Panowie z Testamentu. Rozpoczęli od mocnego uderzenia czyli “Into The Pit” choć głos Chucka Billy’ego w pierwszej połowie utworu był prawie niesłyszalny ale już od drugiego “Henchmen Ride” było idealnie. Przynajmniej jeśli chodzi to dźwięk rozchodzący się po sali bo sam Chuck coś nerwowo zaczął pokazywać do technicznych, którzy po wspomnianym utworze zaczęli naprawiać uszkodzenie i tak naprawiali, że podczas kolejnego “Practice What You Preach” wysiadła część świateł (i tym sposobem na tym utworze ciężko było cokolwiek sfotografować). Ale wróćmy do samego koncertu bo muzycznie było znakomicie. Widać, że panowie z Berkeley w Kalifornii są w świetnej formie a przede wszystkim wymiatający na gitarze Alex Skolnick (i do tego pięknie oświetlony) – solówki w “The Ballad” czy moim ulubionym “Nature of The Beast” z ostatniego albumu “Para Bellum” można określić jednym słowem – BAJKA. Świetnie zabrzmiało też Drum Solo pod koniec koncertu czy “More Than Meets the Eye” przed którym Chuck pozdrowił najmłodszych fanów bo jednego zauważył na barana u swojego Taty. Całość zamknęła się w 75 minutach. Cóż, trochę krótko ale jednak Panowie są teraz w trasie po letnich festiwalach i te sety najczęściej są przygotowane właśnie na taki czas. Niemniej jednak jak na mój pierwszy koncert Testamentu to byłem zachwycony i wróciłem bardzo mocno usatysfakcjonowany całym wieczorem. Myślę, że nie tylko ja bo ilość uśmiechniętych, metalowych twarzy była potwierdzeniem, że ten wieczór był jednym z tych lepszych w tym roku.
Views: 3

