Minął dokładnie tydzień od pierwszej headlinerskiej wizyty Spiritbox w Polsce. Czas więc na kilka słów o tym bardzo udanym wieczorze, który jednak nie był pozbawiony wad.
Podczas trasy „Tsunami Sea Tour” Spiritbox wspierane jest przez dwie formacje: Dying Wish oraz Jinjer. Ci pierwsi punktualnie o 19:00 pojawili się na scenie Małej Areny w PreZero Arenie Gliwice. Ekipa z Portland nie brała jeńców od samego początku, a młyn pod sceną ruszył już podczas pierwszego utworu. Zespół promuje swój ubiegłoroczny album „Flesh Stays Together”, choć moją szczególną uwagę zwrócił „Lost in the Fall” – utwór poświęcony tym, którzy odeszli od nas w ostatnim czasie. Być może właśnie dlatego wybrzmiał bardziej emocjonalnie niż pozostałe kompozycje. Niestety reszta materiału zlewała mi się nieco w jedną całość i nie porwała mnie zbytnio. Dźwięk był bez zarzutu, ale bardzo oszczędna oprawa świetlna sprawiła, że ten występ raczej nie pozostanie ze mną na długo.
Nie ukrywam, że głównym powodem mojej wizyty w Gliwicach był Jinjer, którego do tej pory nie miałem okazji zobaczyć na żywo. I od razu rozwieję wszelkie wątpliwości – pod względem wykonawczym był to najlepszy koncert tego wieczoru. Widać było ogromne doświadczenie sceniczne Tatiany Shmayluk i jej kolegów. Każdy dźwięk, każdy element oświetlenia i każdy ruch na scenie wydawały się dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Najważniejszym elementem tej muzycznej machiny pozostaje oczywiście Tatiana. Jej znakomity czysty wokal, płynnie przechodzący w growl i scream, robi ogromne wrażenie. Do tego dochodzi sceniczna charyzma i dbałość o każdy detal (chodzi mi tu o ubiór czy idealnie ułożone, piękne, długie, pofalowane włosy). Stałem ze szczęką przy podłodze. Szkoda jedynie, że koncert trwał niespełna godzinę, bo apetyt pozostał ogromny. Usłyszeliśmy przekrój twórczości zespołu, a szczególnie dobrze wybrzmiały „Green Serpent”, „I Speak Astronomy” oraz dwa finałowe ciosy – „Pisces” i tytułowy „Duél” z ostatniego albumu ukraińskiej formacji.
Po takim supporcie poprzeczka dla gwiazdy wieczoru zawisła bardzo wysoko. I choć Spiritbox zaimponował mi pod względem oprawy wizualnej, to wykonawczo pozostawił po sobie bardziej mieszane odczucia. Nie zrozumcie mnie źle – ten koncert mi się podobał, ale miał też słabsze momenty.
Zespół rozpoczął od „Fata Morgana”, jednego z singli promujących album „Tsunami Sea”. Courtney LaPlante pojawiła się wtedy na specjalnym podeście w kształcie krzyża. Już na początku dało się zauważyć problemy z wokalem, które udało się opanować dopiero przy trzecim utworze, „Perfect Soul”. Właśnie wtedy po raz pierwszy również doceniłem wkład Josha Gilberta. Kilkukrotnie jego backing vocal był bardziej słyszalny niż główny wokal Courtney. Od tego momentu jednak koncert wszedł na zdecydowanie wyższy poziom. Bardzo dobrze zabrzmiały „Keep Sweet” i „Soft Spine”, nieco zbyt głośne było „Cellar Door”, a „Jaded” – mój ulubiony utwór Spiritbox – wypadł naprawdę solidnie. W dalszej części warto wyróżnić „The Void” oraz „Ride The Wave”, gdzie ponownie błyszczał Josh Gilbert. A breakdowny w tym drugim numerze robiły ogromne wrażenie. Największe szaleństwo na płycie Areny wywołał „Holy Roller”. Całość zakończył nowy singiel „Mourning”, zapowiadający kolejny etap w karierze Kanadyjczyków.
Jeśli miałbym wskazać największy problem tego koncertu, byłaby nim nierówność. Chodzi przede wszystkim o dźwięk. Momentami było zbyt głośno, innym razem ginął jeden z wokali. Dodatkowo przeszkadzały mi długie przerwy pomiędzy niektórymi utworami, które odbierały koncertowi dynamikę. Rozumiem, że jest to część scenicznego performance’u – jak choćby moment, gdy Courtney śpiewa do swojego odbicia w lustrze ukrytym w konstrukcji ustawionej na scenie – jednak przy tak intensywnej muzyce jak metalcore wybijało mnie to z rytmu. Mimo tych zastrzeżeń widać wyraźnie, że Spiritbox zbudował już w Polsce bardzo silną bazę fanów. Wysoka frekwencja, reakcje publiczności i uśmiechy ludzi opuszczających halę mówią same za siebie. A skoro sama Courtney zapewniała ze sceny, że zespół chce wracać do naszego kraju, jestem przekonany, że nie będziemy musieli długo czekać na kolejną wizytę Kanadyjczyków.
Serdeczne podziękowania dla Mystic Coalition za akredytację prasową na ten koncert.
Views: 0

