Ktoś, kto czyta artykuły na naszym portalu regularnie, wie, że małe koncerty to moja specjalność. Dlatego nie mogłem oprzeć się okazji, by ponownie wybrać się na Thesis, które promuje kolejną, trzecią już EP-kę z serii, która będzie składała się na pełny album studyjny. Tym bardziej, że w doborowym towarzystwie.
Disposable Soma widziałem ostatnio też w VooDoo, niewiele ponad rok temu, bodajże przy okazji Metalowych Zwierzaków. Progresywne, instrumentalne trio przeszło długą i wyboistą drogę, by dojść do obecnego miejsca. Teraz wszystko się zgadza – muzyka jest konkretna, brzmi głęboko i porywająco, panowie są zgrani jak maszyna, ale jest w tym dużo emocji. Dla kontrastu, basista, pełniący niewdzięczną, acz potrzebną funkcję konferansjera, jest nieco odjechany, ale ma poczucie humoru i charyzmę. Bardzo brakuje tylko nowego materiału, który ponownie został zapowiedziany, a wciąż jest bardzo oczekiwany!
Let See Thin to nowożytni weterani, dawno temu pod inną nazwą, a i pod obecną istnieją już dobrych kilka lat i zdążyli wydać dwa pełnometrażowe albumy studyjne. Muzycy byli chyba nieco zaskoczeni rzeczywiście niespotykanie skromną frekwencją („Możecie poczuć się, jakbyście wpadli do nas na próbę.”), ale zagrali standardowo, kompletnie niezrażeni garstką słuchających ich osób. Prawidłowe podejście. Zespół był bardzo profesjonalnie przygotowany, na ekranie za muzykami pojawiły się nawet wizualizacje z teledyskami. Lekki rock progresywny, mocno przefiltrowany przez wrażliwość lat 80-tych pięknie płynął przez niecałą godzinę, dając potrzebne na koniec tygodnia ukojenie i wyciszenie. I jeszcze „Mist” na koniec, bajka!
Thesis promował tego wieczoru trzecią epkę w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy („Nieodwracalnych”), ponieważ kolejne wydawnictwa ukazują się w cyklu półrocznym. Daje to nadzieję na to, że na wiosnę przyszłego roku będziemy mogli posłuchać nowego materiału wreszcie w całości. Zapewne, wydarzenie to będzie promował kolejny koncert, więc będzie następna okazja, by sprawdzić nowe utwory na żywo. Ostatnio, panowie też mocno skupili się na premierowych kompozycjach, w końcu jest ich już sześć! Wszystkie brzmią mocno i przejmująco, jak właściwie cała twórczość warszawskiej grupy. Zachwycała również oprawa, przede wszystkim różnorodne, dynamiczne światła albo właśnie ich brak, gdy zespół dosłownie pogrążał się w mroku.
Nie mam ochoty kolejny raz komentować niskiej frekwencji na małych polskich koncertach, bo po pierwsze, nie chcę być nudny, a po drugie patrzę na to jednak z nieco innej perspektywy. Jeśli tylko dacie radę, wpadajcie na takie koncerty, żeby ta scena nie umarła zbyt szybko. A ja wyczekuję kolejnej EP-ki Thesis i występu w VooDoo.
Views: 10


