Vokkr – „Esencja” – Recenzja

Vokkr„Esencja”

(18.09.2025, własnym sumptem)

  1. Esencja
  2. Smoczy krzyk
  3. Robi się lepiej
  4. Jesteś echem
  5. To czego pragnę
  6. Bagna
  7. Karmiony snem
  8. Zgniły prorok
  9. Cisza tańczy
  10. Złamane korony
  11. Ponad dniem i nocą
  12. Cienie wstają z ziemi

Zwykle, gdy muzyce metalowej towarzyszą określenia typu „fantasy”, „folk” czy „medieval”, wyobrażamy sobie smoki, miecze, radosne chóry i galopujące bębny. Okazuje się, że można inaczej, co udowadnia warszawski Vokkr, który czerpie ze średniowiecznej stylistyki głównie na płaszczyźnie wizualnej symboliki. Zespół znany jest z wydawania licznych singli, ewentualnie EP-ek, ale w zeszłym roku ukazał się pełnometrażowy album „Esencja”, którego obszerne fragmenty grupa zaprezentowała na tegorocznej edycji festiwalu Blood & Bone. Cieszę się, że wreszcie udało mi się znaleźć chwilę, by ten materiał zrecenzować.

Vokkr zasadniczo wykonuje black metal we współczesnym, profesjonalnie brzmiącym wydaniu, które niektórzy określają „miejskim” lub „post-blackiem”. Oznacza to, że muzycy nie nagrywają w piwnicy, a totalne zamulenie nie stanowi środka wyrazu. Wręcz przeciwnie, produkcja albumu jest bardzo czytelna i selektywna, służy łatwości odbioru i przyciągnięciu słuchaczy, a nie zwiększeniu poziomu ekskluzywności. Oczywiście, całość nie została całkowicie pozbawiona potrzebnych w tej muzyce brudu i szorstkości. Nic tu się nie świeci ani nie błyszczy. Tym bardziej, że panująca na „Esencji” atmosfera jest zdecydowanie ponura i chłodna, momentami wręcz depresyjna, ale to znakomicie tu pasuje. Mocno podbija to ekspresyjny wokal Witka, który balansuje na granicy rozpaczy i wściekłości. Dodatkowym smaczkiem są polskojęzyczne teksty, niestety mało czytelne i niezamieszczone w poligrafii, a szkoda. Mimo to, nawet nie znając dokładnego kontekstu, emocje wystarczy poczuć, by je zrozumieć, a tych tu naprawdę nie brakuje.

Muzycznie, mamy do czynienia z nowoczesnym, ale dość surowym black metalem, bez klawiszy i niepotrzebnych ozdobników, ale jest wystarczająco różnorodnie, by utwory nie zlewały się w jedno. Tempa dominują raczej średnie, miarowe, bez gonienia, co udanie buduje atmosferę, choć zdarzają się wyjątki („Złamane korony”). Sporo w muzyce Vokkr też melodii i chwytliwości („Robi się lepiej”, „To czego pragnę”, „Cisza tańczy”), emocjonalnych ścian gitar („Esencja”, „Smoczy krzyk”, „Cienie wstają z ziemi”) czy nawet elementów post-rocka, co w tej odmianie black metalu nie jest znowu takie rzadkie („Jesteś echem”, „Karmiony snem”).

Bardzo udany materiał. Wyważony, intensywny, ale kończy się w idealnym momencie, by nie zmęczyć. Muzycy nie zamulają, nie kombinują za bardzo, wykorzystują znane środki, ale melodyjność i chwytliwość utworów na „Esencji” zapada w pamięć. Jeśli będziecie mieli okazję, sprawdźcie Vokkr też na żywo, bo naprawdę warto!

Views: 12

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.