Chciałoby się napisać, że takie koncerty nie zdarzają się często, ale ostatnimi czasy jednak coraz częściej. Legendy grają legendy. Obecne lub powracające składy zespołów grają, często w całości, swoje płyty sprzed lat. Tym razem padło na braci Cavalera wykonujących klasyczny materiał Sepultury.
Zanim to nastąpiło, na scenie zainstalowały się WĘŻE. 100 osób na scenie, połowa śpiewa. To oczywiście żart, ale warszawski sekstet robi wrażenie dużym zamieszaniem i energią. Panowie tłuką metalizowany hardcore punk z pokrzykiwaniem i okazjonalnym skandowaniem, w klimacie lat 90-tych. To muzyka, która nigdy się nie starzeje, choć żadnego nowego lądu nie odkrywa. Zespół bardzo dobrze zaprezentował się i nawet trochę porwał publiczność.
Atmosfera była gorąca na długo przed wyjściem na scenę głównej gwiazdy. Temperatura na zewnątrz sięgała niemal do wieczora prawie 40 stopni, nawet nie chcę wiedzieć, ile musiało być w klubie. Jednak Progresja (prawdopodobnie we współpracy z organizatorem wydarzenia – agencją Live Nation) stanęła na wysokości zadania, na ile było to możliwe. Można było wnieść małą wodę, cena tejże na barze była obniżona, na sali zamontowano dodatkowe wiatraki, później otwarto balkony, medycy kręcili się przez cały czas (już po koncercie miała miejsce interwencja). Było ciężko, ale obawiam się, że nic więcej już nie dało się zrobić. Zespół wydawał się być niewzruszony warunkami, ale podejrzewam, że w rodzimej dla liderów Brazylii taka pogoda to norma, zwłaszcza latem. A poważnie, pot lał się strumieniami ze wszystkich, ale jak to mówią, metal to nie rurki z kremem! A metalu w Progresji tego wieczoru nie zabrakło. Panowie występują na obecnej trasie pod szyldem Cavalera Chaos A.D. (parę lat temu odrzucili dopisek „Conspiracy”), wykonując wiadomy materiał Sepultury. Album bardzo ważny dla sceny metalowej lat 90-tych, w tym roku będzie obchodził 33-cie urodziny. Z tej okazji, bracia Cavalera odgrywają go w całości ze swoim obecnym zespołem, który dopełniają syn Maxa, basista Igor Amadeus Cavalera oraz świetny gitarzysta Travis Stone (nie chodzi mi tu wyłącznie o grę, ale także ruch sceniczny!). Takie utwory jak „Refuse/Resist”, „Slave New World”, „We Who Are Not as Others”, „Biotech Is Godzilla” czy „Territory” publiczność śpiewała razem z liderem. Ogólnie, klimat panował znakomity, można było cofnąć się w czasie do 1993 roku. Atmosferę dopełniały małe ekrany z wizualizacjami, ale przede wszystkim wisząca nad Igorem wielka makieta zabandażowanej postaci z okładki albumu. Wszyscy muzycy w doskonałej formie, z pasją i energią wykonywali kolejne utwory. Szkoda, że koncert ograniczał się tylko do kompletnego materiału z „Chaos A.D.” (włącznie z coverami „The Hunt” New Model Army i „Polícia” Titãs), ale taki był przecież zamysł tego występu.
Wieczór zdecydowanie do zapamiętania. Nie tylko ze względu na warunki, ale niemal kulturotwórczą rolę koncertu. Tak hartował się późny thrash metal w czasach, które były dla niego już coraz mniej przychylne. Ciekawie jest móc przeżyć coś, co wydaje się być uniwersalną i żywą do dziś historią.
Views: 16

