(19.05.2026, własnym sumptem)
- Forsaken Me 04:47
- She Is My Butterfly 03:28
- All You Need Is 06:33
- The Very First Moments Of Consciousness 01:47
- Witness Of Lie 03:24
- Horrah 03:39
- Master 05:32
- Eye In The Sky 06:25
Damask to tajemniczy projekt, ale stoi za nim uznany muzyk z rodzimej sceny stonerowej. Weno Winter to wokalista Sautrus, który ostatnio powołał do życia solowy, tudzież poboczny projekt. Zamysłem było stworzenie nieco lżejszego i bardziej osobistego materiału. Na debiutanckim „Three Times Ten” generalnie to się udało, ale poznajmy szczegóły.
Zaczyna się bardzo dynamicznie. Otwierające album „Forsaken Me” brzmi przestrzennie i melodyjnie, rytm porywa, wokal jest lekki i nośny. Mocno słychać echa lat 80-tych, ale to wciąż rockowe, gitarowe granie, któremu nie brakuje pazura i fajnych solówek. „She Is My Butterfly” wnosi orientalny posmak w akustycznym graniu, robi się klasycznie psychodelicznie. Głos Weno brzmi bardziej dramatycznie, emocjonalnie, ale bez histerii. Ciekawostką jest krótki wers zaśpiewany po polsku. Ponure „All You Need Is” i „Witness Of Lie” mocno ocierają się o doom metal. Pierwszy głównie klimatem, bo nie prowadzą go wyłącznie mosiężne riffy, choć tych też nie brakuje, lecz przede wszystkim intrygująca melodia i zmyślnie stopniowane napięcie (do tego świetne solo gitarowe!). Drugi jest właściwie otwarcie sabbathowy, z wyrazistym basem i melancholijnie brzmiącym wokalem. Na albumie nie brakuje też takich ciekawostek jak akustyczna miniatura „The Very First Moments Of Consciousness”. „Horrah” to klasyczny, rześki stoner, który mógłby znaleźć się na dowolnej płycie Sautrus. Pyszne są te świdrujące gitary i momentami nawiedzony sposób śpiewania lidera. Ostatni autorski utwór to znowu akustyczny „Master”, utrzymany jednak w mniej psychodelicznej atmosferze. Zaczyna się jak typowa ballada, ale potem rozwija się i narasta w niemal progresywny sposób. Na deser otrzymujemy kapitalny cover „Eye In The Sky” The Alan Parsons Project, wierny oryginałowi, ale zaśpiewany inaczej, mniej optymistycznie.
Raptem 35 minut, ale na początek w zupełności wystarczy. Bardzo ciekawy materiał, nie tylko dla fanów brzmień spod znaku macierzystej formacji Weno Wintera, bo mocno nieoczywisty, nieraz zaskakujący. Jestem ciekaw, czy Damask zostanie z nami na dłużej, a po „Three Times Ten” śmiało mogą sięgać nie tylko miłośnicy Sautrus.
Views: 13

